niedziela, 31 maja 2015
Rozdział 17
Ze strachem i przejęciem uniosłam dłoń, dzięki czemu Louis mógł mi pomóc
wstać. Spojrzałam na niego i dostrzegłam lekki uśmiech na jego twarzy.
Patrzałam się na niego jak idiotka, a on powoli zmierzył mnie swoim
przeszywającym wzrokiem i wciągnął powietrze.
środa, 27 maja 2015
Uwaga!!!
Uwaga!!!
Chciałabym Was za razem poinformować i przeprosić, że rozdział pojawi się najprawdopodobniej w weekend. Jest mi bardzo przykro z tego powodu, że nie mogę wstawić rozdziału, ale nie było mnie przez ostatnie dni w domu i nie miałam dostępu do internetu. Wyjechałam na pielgrzymkę do Paryża i jestem wykończona :/ Jutro za to wyruszam na wycieczkę do Więcborka, tak więc przyjadę dopiero w sobotę. Postaram się wtedy napisać i wstawić post. Jeszcze raz szczerze przepraszam i zrozumiem jeśli mi nie wybaczycie :(
Jeszcze raz dziękuję, że jesteście <3
Do zobaczenia w sobotę (mam nadzieję :))
Wasza Dusia :8
P.S. Na osłodę dnia :D ----------> (patrz poniżej)
niedziela, 10 maja 2015
Rozdział 16
Rozdział 16- Wrogowie
https://www.youtube.com/watch?v=2PEG82Udb90
https://www.youtube.com/watch?v=AByfaYcOm4A
Otarłam dłonią twarz. Poczułam, że po moich skroniach zaczęły spływać strużki potu. Rozejrzałam się wycieńczona dookoła i stwierdziłam, że wszyscy klienci pochowali się w domach, gdyż na zewnątrz panowała temperatura, jak dla mnie zbyt wysoka.
Mieszkając w Wielkiej Brytanii nie byłam przyzwyczajona do takiego klimatu.
Rozprostowałam ręce, ponieważ po trzech godzinach zamiatania moje dłonie były całe obolałe i spuchnięte. Pomyślałam, że chodniczki były tak wysprzątane iż Harry mógłby przejechać palcem, a żaden okruszek brudu nie pozostałby na jego palcu. Niestety... nie zrobiłby tego, gdyż go dzisiaj nie było. Jak na złość! Czemu musi zawsze znikać kiedy na zewnątrz jest taki upał. Wokół jego osoby pojawiało się coraz więcej znaków zapytania. Większość jego życia była owiana tajemnicą. Gdybym była tą samą dziewczyną co parę dni temu, nie myślałabym o nim przez cały czas. Oprócz jego wyglądu, który sprawiał, że każda nastolatka się za nim oglądała, zainteresowała mnie również jego osobowość i charakter. Nie rozumiejąc czemu, pojawiał się on zawsze wtedy, gdy groziło mi niebezpieczeństwo. Paro krotnie uratował mnie od śmierci. Odkąd tu przyjechałam zaczęły się działy się dziwne rzeczy. Wypadek samochodowy, zaatakowanie mnie przez nieznajomego i celowanie we mnie pistoletem, a potem moja utrata przytomności, ujrzenie tajemniczej kobiety i moje omdlenie oraz próba gwałtu... Od tego wszystkiego ratował mnie Harry. Przez ostatnie dni zastanawiałam się, czemu wszystko co złe dzieje się przy chłopaku. Może był on członkiem mafii? Hmmm... to dość prawdopodobne, bo miał dużą siłę i dziwny sposób bycia. Broni u niego nie widziałam, ale to niczego nie wyklucza. Jakby tego było mało, mimo wszystkiego, ciocia nadal mu bezwarunkowo ufała. Jednak poznałam ją na tyle, iż wiem, że musiało się coś stać, aby mogła się na takie coś zdobyć.
Harry, to Harry, ale co z Niall'em? On również posiada zaufanie Dorothy,chociaż blondyn wygląda mi na mniej groźnego. Może mój brat miał rację? Może Harry jest dla mnie niebezpieczny?
Po całej przygodzie z tą przysięgą, rodzice wraz z Liam'em na następny dzień odjechali, a ja znowu miałam spokój. Na pożegnanie mówili mi żebym uważała i trzymała się z dala od niebezpieczeństw. Mój brat na koniec przytulił mnie bardzo mocno i pocałował w czoło. Kiedy miał już wsiąść do samochodu, na pożegnanie krzyknął mi:
-Pamiętaj, żeby nosić ten naszyjnik.
To było jego ostatnie słowo, po tym wsiadł do auta i odjechał. Niedługo potem zapomniałam o jego słowach.
Złapałam się za głowę i usiadłam na trawie. Od tego całego rozmyślania rozbolała mnie głowa. Mimo wszelkich nieszczęść, które mi się przytrafiły moje zdrowie fizyczne było w dobrym stanie. Jedyne co pozostawało bez zmian, to psychika. W głębi duszy czułam, że w pobliżu chłopaka o szmaragdowych oczach była ukryta tajemnica. Z jednej strony bałam się, że może mi coś zrobić, ale z drugiej, nie raz pokazał , że jest w stanie mi pomóc. Widziałam w jego oczach dobro i troskę o mnie. Jednak jak wytłumaczy te wszystkie dziwne sytuacje? To nie jest normalne! Nikt w tak krótkim czasie nie przechodzi przez tyle nieszczęść. Na ten problem, były dwa wytłumaczenia, albo byłam dziewczyną, która przyciąga same nieszczęścia, albo Harry miał coś wspólnego z tym wszystkim. Postanowiłam, że poszperam jeszcze dzisiaj w pobliskiej bibliotece oraz w internecie, może coś znajdę. Już teraz mogłabym wybiec z tego okropnego miejsca i udać się na poszukiwania kryjącej się prawdy. Równie dobrze mogłabym się wprost zapytać o to Harry'ego, ale jeśli coś ukrywał, to na pewno by mi tego nie powiedział.
Związałam włosy w kitkę i przymknęłam oczy. Za dziesięć minut mam przerwę na obiad, tak więc chwila dodatkowego odpoczynku chyba nikomu nie przeszkodzi.
Czułam jak słonce parzyło moją bladą skórę, a mała strużka potu spływa mi po plecach. W oddali mogłam usłyszeć wołanie dzieci, plusk wody i śmiechy ludzi. Wszystko jednak zdawało się oddalać, a ja sama popadałam w rozkosz odpoczynku, czując jakbym opadała na puszystą chmurę.
Nagle coś zgniotło mi rękę. Otworzyłam oczy, które musiałam zasłonić dłonią, bo słońce nadal niemiłosiernie grzało i świeciło. Rozejrzałam się dookoła i od razu spostrzegłam uśmiechającą się twarzyczkę Niall'a, zaledwie pięć centymetrów od mojej twarzy. Pisnęłam przestraszona, na co ten się zaśmiał i usiadł obok mnie. Był ubrany w Patryka Rozgwiazdę z bajki SpangeBob. Roześmiałam się lekko, na co niebieskooki uśmiechnął się i pokręcił głową. Ze wstydem stwierdziłam, że mimo tego zabawnego przebrania, nadal wyglądał świetnie. W przeciwieństwie do mnie, bo zorientowałam się, że we włosach mam kępkę trawy i mokrą od potu koszulkę.
Chłopak omiótł mnie wzrokiem i znowu lekko się uśmiechnął.
-Ładnie wyglądasz- rzekł patrząc mi w oczy.
-Jasne...-odpowiedziałam, bo wiedziałam, że kłamał.
-Ja pracuję do upadłego w tym głupim stroju, w którym nie można oddychać, a ty się wylegujesz na trawie?- zapytał.
-Ja? Nie..., tylko zostało mi dziesięć minut do przerwy,a byłam zmęczona, więc...- powiedziałam, ale Niall mi przerwał.
-Okey..., nie musisz mi się tłumaczyć. Tylko żartowałem- szepnął ze śmiechem-Wiesz, że jest już 16:00?- spytał sie mnie, na co ja rozszerzyłam z przerażeniem oczy.
-Jak to?!- pisnęłam-Przecież jak kładłam się była 14:00...- odpowiedziałam i wstałam z trawy zdenerwowana-To niemożliwe...-szepnęłam i przetarłam oczy.
-Spokojnie-odrzekł i również wstał- Jak dobrze wiem, to właśnie skończyłaś pracę, prawda?- zapytał się mnie, na co pokiwałam głową-To dobrze, bo mam zamiar cię odwieść do domu-powiedział z uśmiechem.
Zastanowiłam się chwilę i stwierdziłam, czemu nie? W końcu jest gorąco, a ciocia powiedziała mi, że po mnie nie przyjedzie.
Kiedy odniosłam swoje rzeczy do szatni oraz podpisałam parę papierów, mogłam udać się do auta chłopaka. Widziałam jak co chwilę mi się przyglądał, ale udawałam, że tego nie widzę. Czułam lekkie zdenerwowanie, kiedy wsiadałam do czarnego samochodu. Zastanawiałam się przez chwilę co by pomyślał o tym Harry, ale szybko usunęłam tą myśl głęboko w zakamarki umysłu.
Chłopak włączył radio i ruszył.
-Wiesz może czemu nie było dzisiaj Harry'ego w pracy?- zapytałam blondyna. Spojrzałam na niego i dostrzegłam, że w chwili gdy wypowiedziałam to imię, zmrużył oczy i ścisnął mocniej kierownicę.
-Nie wiem...-odrzekł- On mi się nie zwierza dokąd idzie, ani z kim- odburknął.
-Aha...- bąknęłam. Nie byłam w stanie nic więcej odrzec, bo wiedziałam, że ten temat Niall'a nie uszczęśliwia.
Po chwili ciszy i odgłosu grającego w tle radia, Niall odchrząknął i powiedział:
-Dzisiaj u Laurel jest organizowana impreza. Idę ja i Sophie. Chcesz iść z nami?- zapytał z napięciem w głosie.
-Raczej nie...- odpowiedziałam. Po tym co się stało, jakoś nie chcę szwędać się po nieznanych domach z napitymi ludźmi.
-No weź..., wiem że się boisz po ostatnim razie, ale będę ja i Sophie. Tam są nasi znajomi, więc nic ci się nie stanie- odrzekł.
-Będzie tam Harry?- zapytałam. Dopiero gdy z moich ust wypadły te słowa, zorientowałam się, że znów powróciliśmy do tego samego tematu- Nie zrozum mnie źle.., ja po prostu...- jąkałam się.
-Nie wiem- szepnął wkurzony Niall- Co on takiego zrobił, że tak za nim szalejesz, co?- fuknął i odwrócił twarz w moją stronę. Rozejrzałam się dookoła i zorientowałam się, że jesteśmy już przed domem.
-Nic...- powiedziałam cicho. O co mu chodziło?-pomyślałam.
-Jak nic? Dzisiaj cały czas o niego pytasz! Zakochałaś się w nim, czy co?- zapytał się mnie.
-Nic cię to nie powinno obchodzić- odrzekłam równie zdenerwowana. Spojrzałam w oczy blondyna i ujrzałam w nich błysk zawodu i smutku, jego mina również zbledła.
-Czyli to prawda..., zakochałaś się w nim...-szepnął ze smutkiem w głosie. Moje serce aż pękało żalem do tego niewinnego chłopaka. On nic mi nie zrobił,a ja jednak cały czas myślałam o Harry'm. Wiedziałam, że chciałby byśmy byli przyjaciółmi, a ja cały czas to utrudniałam. Jednak moje myśli cały czas biegły do szatynowych loków chłopaka. Co robił? Z kim? Gdzie? Czy o mnie myśli? Co ja sobie w ogóle wyobrażałam?
-Nie..., to nie tak.. odpowiedziałam tłumacząc się.
-A jak?- zapytał zdenerwowany.
Spojrzałam na niego i ścisnęło mi gardło. Jego oczy aż świeciły smutkiem, ale również nadzieją. Musiałam tym razem zrobić jakiś ruch...
-Pójdę z wami- odrzekłam, bo wiedziałam, że Niall również mnie parę razy uratował, a jeszcze mu się nie odwdzięczyłam.
-Naprawdę?- zapytał z uśmiechem Niall- To świetnie! Przyjadę po ciebie o 20:00- odrzekł.
Po chwili uśmiechnęłam się i udałam do domu. Ściągnęłam buty i pobiegłam na górę, aby trochę odpocząć. Kiedy weszłam do pokoju, od razu rzuciłam się szczęśliwa na łóżko i wciągnęłam świeży zapach pościeli. W takim stanie euforii, moje myśli pobłądziły do domu, do rodziców i Liam'a. Sięgnęłam po komórkę i nastawiłam budzik na 19:30, żeby nie zaspać, ponieważ postanowiłam się na chwilę zdrzemnąć. Zakopałam się w pościeli i nie trwała długa chwila, kiedy odpłynęłam do świata snów.
Śniło mi się, że szłam na bosaka przez łąkę, na której kwitły różne kwiaty, a w powietrzu unosił się zapach siana. W oddali było słychać plusk wody i bzykanie pszczół. Uśmiechnięta i roześmiana biegłam przez łąkę. Lekki wiaterek rozwiewał mi włosy, a ja czułam się cudownie. Nagle ujrzałam mężczyznę leżącego nieopodal. Podeszłam do niego i ujrzałam, że z jego pleców wychodzą czarne jak smar i straszne jak najgorszy koszmar, skrzydła. Były przynajmniej trzy razy większe od niego. Przestraszona krzyknęłam, na co się odwrócił.W ręku trzymał zakrwawiony sztylet, a obok niego leżała nieprzytomna dziewczyna, z dziurą w sercu. Spojrzałam na twarz mężczyzny i prawie zemdlałam ze zdziwienia i strachu. Znałam tą twarz... Pamiętałam te oczy i ten uśmiech... Jednak to nie mógł być on... Tak nie wyglądał...
-Kim ty jesteś?- zapytałam go.
-Przecież mnie znasz- odrzekł zachrypniętym i ostrym głosem.
-To nie możesz być ty...- szepnęłam przestraszona.
-Owszem, mogę... i nawet jestem...- opowiedział groźnie.
-Jak masz na imię?- zapytałam mimo woli. Byłam pewna, że poda mi jakieś straszne i przerażające imię, lecz to co odpowiedział zdziwiło mnie jeszcze bardziej...
-Louis...- szepnął- Tak mam na imię, ale na twoim miejscu nie mówiłbym tego nikomu- odrzekł.
-Dla.. dlaczego?- pisnęłam.
-Bo twoi przyjaciele mnie nie lubią- odrzekł, a ja poczułam jak coś ciągnie mnie w dół i spadam, tracąc z oczu czarnego potwora...
Wciągnęłam przerażona powietrze i usiadłam. Rozejrzałam się wokół i przypomniałam sobie, że to był jedynie sen. Otarłam dłonią strużkę potu na czole i udałam się do toalety. Spojrzałam na zegarek w korytarzu i okazało się, że była 19:20. Mój budzik w telefonie jeszcze nie dzwonił.
Weszłam pod prysznic i polałam się chłodną wodą. Chciałam aby wszystkie złe myśli zostały zmyte. Nie byłam w stanie zapomnieć tych czarnych i przenikliwych oczu... Sen był tak realistyczny, że przez chwilę pomyślałam, że może nadal śnie..., jednak po parokrotnym szczypaniu się w rękę stwierdziłam, że to nie sen.
Chociaż doskonale zdawałam sobie sprawę, kim był ten chłopak, nie chciałam tego przyjąć do wiadomości...
To był ten, który śpiewał pod drzewem, a którego później spotkałam na plaży.... Czy naprawdę miał tak na imię? O jakich przyjaciół mu chodziło? Czemu nie przyśnił mi się jako miły chłopak z białym koniem? Czyżby dziewczyna oraz zakrwawiony sztylet pokazywały jego osobowość i tajemnicę?
-Dość!- krzyknęłam sama do siebie- To nie jest możliwe- odrzekłam i zaczęłam się wycierać ręcznikiem.
Do końca oszalałam. Od kiedy to niby przejmuje się głupimi snami? To wszystko musiało być wytwórnią mojej wyobraźni. To była na pewno wina dzisiejszego upału i przemęczenia- pomyślałam. Nie mogłam uwierzyć w nic co mi się przyśniło. Może ma tak na imię..., ale gdy go spotkam zapytam go o to. Nie będę robiła dziwnych domysłów na podstawie snu! To byłyby bezpodstawne domyślenia! Kiedy go spotkam na pewno wszystko się wyjaśni.
Westchnęłam głęboko i wzięłam się za malowanie się. Wybrałam jasno czerwoną szminkę i lekki makijaż. Spięłam włosy w koka i poszłam do pokoju, aby się ubrać.
Wybrałam czarny top, który odsłaniał mi brzuch oraz czarne, skórkowe krótkie spodenki.
Zadowolona ze swojego wyglądu zeszłam na dół i napisałam cioci karteczkę, że poszłam z Niall'em i Sophie do Laurel i razem z nimi wrócę. Byłam pewna, ze wszyscy się znają, więc ciocia wie o kogo chodzi.
Spojrzałam na zegarek i spostrzegłam, ze jest już 20:00.
Po chwili usłyszłam na zewnątrz odgłos klaksonu samochodu i wyszłam, uprzednio zamykając drzwi domu.
Wsiadłam do czarnego auta w którym siedział Niall i Sophie.Dziewczyna z radością mnie powitała. Była ubrana w fioletową bluzkę, na której z tyłu dostrzegłam dużą kokardę. Miała również długie, czarne i obcisłe spodnie oraz ciemne obcasy z kokardą. Wyglądała cudownie.
Zawstydzona okryłam swój brzuch i trampki, gdyż w porównaniu do blondynki, ja wyglądałam jakbym przyszła z ulicy.
Sophie przez całą drogę mówiła mi o całej imprezie. Dowiedziałam się, że jest organizowana co roku i zawsze trwa do białego rana, na co się przestraszyłam, bo jutro miałam iść do pracy, a nie chciałam znowu przysypiać na trawie. Powiedziała mi również, że Laurel nie jest taka zła na jaką wygląda i nie mam się przejmować jej docinkami, bo ona już jest.
Dla rozwikłania całej sprawy, przypomniałam sobie ową Laurel. Tak naprawdę jej nie znałam... Jedyne co pamiętałam to fakt iż gdy zaczęłam pracę, przyszła do Harry'ego i podrywała go. Po tym jak loczek wrzucił mnie do wody, stanęła w jego obronie, a ja ją popchnęłam i wylądowała na trawie. Widziałam, że z tego powodu Harry był bardzo zły, ale ja się tym nie przejmowałam. Pamiętałam, że była bardzo ładna i zgrabna, tylko głupia i zdzirowata. Nigdy nie lubiłam takich osób, dlatego nie rozumiałam dlaczego Sophie, Harry i Niall kręcili się w jej towarzystwie.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, ujrzałam duży i bogaty dom, z którego wydobywała się głośna muzyka. Wokół tej posiadłości kręcili się młodzi ludzie, którzy ewidentnie byli już pijani.
Wysiadłam niepewnie z auta i poszłam za Niall'em i Sophie w stronę dużego ogrodu przed domem.
Wokół walały się porozrzucane czerwone kubeczki po alkoholu.
Chwilę potem, jakiś pijany chłopak uderzył we mnie, przez co upadłam na ziemię.
-Uważaj jak chodzisz!- krzyknął jakiś głos za mną. Znany głos...
Nagle dostrzegłam wyciągniętą w moją stronę rękę. Spojrzałam w górę i gdyby nie fakt, że siedziałam na ziemi na pewno teraz bym upadła ze strachu, zdziwienia i niezrozumienia
-Pomóc ci?- zapytał chłopak, który wyciągnął po mnie dłoń, a ja wiedziałam, że oprócz znanej mi barwy głosu, rozpoznawałam też widok jego twarzy...
To był on...
...Louis.
__________________________________________________________________________________
Dobry wszystkim!
Jak wam się podobał rozdział? Długo nad nim siedziałam, żeby wyszedł tak jak chciałam. Starałam się pokazać jeszcze więcej uczuć Leny. Nie wiem, czy mi się udało...
Jeśli ktoś ma jakieś uwagi, proszę żeby napisał w komentarzu.
Dziękuję szczególnie za zrecenzowanie mojego bloga. Dało to mi siły do działania i możliwość dostrzeżenie moich błędów.
Będę robiła co w mojej mocy, aby wszystko poprawić i udoskonalić :) Liczę na waszą pomoc w postaci komentarzy :)))
P.S. Niedługo czeka na was niespodzianka :D
~Dusia :8
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Rozdział 15
Rozdział 15- "Prawda zabija miłość"
https://www.youtube.com/watch?v=hmKYR57AVTA
https://www.youtube.com/watch?v=MYSVMgRr6pw
Harry's POV:
Leżałem na moim łóżku i oglądałem mecz lecący w telewizji. Nie mogłem jednak się skupić, nadal czułem szczypanie na plecach, nie mogłem nawet się podnieść z łóżka. Nienawidziłem siebie, gdy nie byłem zdolny do swojej obrony. Jednak nie żałuję mojej decyzji kiedy stanąłem w obronie Leny, kiedy w nocy tamten potwór do niej celował z pistoletu. Pamiętam jej przerażone oczy i szybkie bicie serca. Była taka bezbronna… Gdybym nie zdążył na czas… Nawet nie chcę sobie myśleć, co by się stało gdybym tam się nie pojawił. Jestem jednak wdzięczny mojemu bratu, że mi pomógł. Choć obydwoje oberwaliśmy. Nie wiem, dlaczego się wtedy tam pojawił, przecież Lena była mu obojętna… Nie sądzę, że bez celu by ją próbował uratować. Po tym wszystkim zemdlała, a ja musiałem ją przynieść do siebie, bo nawet sobie nie wyobrażałem co Dorothy mogłaby mi zrobić gdyby się o wszystkim dowiedziała. Pamiętam jak była taka niewinna, kiedy leżała w moich ramionach. Mogłem ją bez przeszkód nieść i przytulić do piersi. Kochałem jej zapach perfum i owoców. Była taka krucha… Nie wiem jak Ci gnoje byliby w stanie ją skrzywdzić. Bez względu na to co łączy mnie z nią, nie pozwolę żeby cokolwiek jej się stało. Moje rozmyślania przerwał dzwonek mojego telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz. Ugh. Mój brat…
-Co?! -fuknąłem wkurzony.
-Harry! Kurwa, co sobie wyobrażasz! To ja czy Ty powinienem ją pilnować?! -krzyknął.
-Co?! -krzyknąłem zdezorientowany- O co Ci chodzi?!
-O co mi chodzi?! Widzę, że w ogóle się nie przejmujesz jej losem. Okey. więc ją zostawię– odrzekł ze złością.
-O kogo Ci do cholery chodzi?! -wrzasnąłem zdziwiony.
-O Lenę! – odkrzyknął.
-Co? – głos mi się załamał– Co jej się stało?! Mów! – krzyknąłem.
-Poszła do klubu Dragons, a potem zaczepił ją jakiś typek… mój brat… i gdzieś ją zaciągnął– odrzekł ze stresem w głosie.
-Co kurwa! – wrzasnąłem wkurzony- To zrób coś, póki nie przyjadę! – krzyczałem i za razem ubierałem buty.
-Jak?! Wiesz dobrze, że nie mogę! – odpowiedział– Przyjeżdżaj jak najszybciej! – powiedział i się rozłączył. Wybiegłem szybko z domu nie fatygując się nawet żeby zamknąć drzwi. Najważniejsze jednak było bezpieczeństwo Leny, której coś się stało. Moje serce biło jak oszalałe. Z nerwów musiałem się wzbić trochę wyżej niż inni. Po trzech minutach byłem już na miejscu. Nagle w kieszeni moich spodni rozbrzmiał dzwonek telefonu. To niall- jeszcze on był mi do szczęścia potrzebny.
-Co kurde? -fuknąłem.
-Co Ci jest? -zapytał.
-Mam problem-odrzekłem.
-Co znowu? -spoważniał.
-Lenie coś się stało-powiedziałem zrezygnowany.
-Co?! –krzyknął- Gdzie i co sie stało?! -zapytał.
-Nie Twoja sprawa! -warknąłem.
-wiesz, że mnie się nie pozbędziesz-odrzekł.
-No dobra… ale lepiej żebyś mi pomógł… Klub dragons -powiedziałem.
-Co?! Co ona tam robi?! -wrzasnął zdenerwowany.
-Nie wiem. jak nie chcesz się angażować to nie, spadaj- fuknąłem i się rozłączyłem.
Zobaczyłem w zaułku budynku stojącego brata. Podszedłem do niego, a w jego oczach czaił się strach i obawa.
-Gdzie jest? -zapytałem zdenerwowany.
-W środku-odrzekł.
-Czemu po nia nie poszedłes? -zapytałem wyraźnie wkurzony.
-Nie mogę pokazywać, ze Tobie pomagam-szepnął zirytowany- Idź do niej, bo jest niewesoło.
-A może Ty mnie w coś wrabiasz? -zapytałem go.
-Naprawdę?! –krzyknął- Twoja dziewczyna siedzi tam w środku i jakiś potwór chcę ją zgwałcić, a Ty mi się pytasz, czy Cię w coś wrabiam?! -darł się.
-Coo, co? -zapytałem jękliwym głosem. Po chwili byłem już w środku. Jakiś ochroniarz chciał mnie zatrzymać, ale Louis tym się zajął. W którymś momencie również dołączył do mnie Niall, który coś do mnie mówił, ale ja go nie słuchałem. Wszystko robiłem jak we śnie. Jedynym moim celem było odnalezienie Leny i zabicie gnoja, który chciał jej zrobić taką krzywdę. Czułem jak jakieś dziewczyny chciały mnie przytulić lub przespać się ze mną, ale ja je zbywałem machnięciem ręki i szedłem dalej. Wyważałem drzwi i szukałem dziewczyny. Po drodze znajdowałem leżące na sobie pary, pijanych ludzi, pobitych gości i prostytutki, ale tym razem się tym nie przejmowałem. Dążyłem do jednego celu. Zrezygnowany po 10 minutach szukania, zaczałem uderzać pięściami o scianę i krzyczeć ze złości:
-Gdzie on jest?! -krzyczałem- Oddajcie mi ją kurwa! -darłem się i zarazem płakałem. nie mogłem uwierzyć, że byłem jej tak beznadziejnym opiekunem.
-Spokój, Harry…-odrzekł Niall- Znajdziemy ją-szepnął i złapał mnie za ramiona, abym przestał, ale odepchnąłem go i spojrzałem na niego pełnym gniewu wzrokiem.
-Muszę ją znaleźć-stwierdziłem i zacząłem iść w innym kierunku, nawołując ją. Wtem usłyszałem głośny krzyk dziewczyny i mężczyzny. Następnie usłyszałem trzask i krzyk… Leny… Otarłem łzy i pobiegłem w stronę drzwi z których dobiegały głosy. Złapałem za klamkę, nic. Szarpnąłem mocniej-niestety na nic. To były mocne drzwi. Spojrzałem na Niall’a, a ten tylko skinął głową i w tym samym momencie ruszyliśmy ku drzwiom i z hukiem je wyważyliśmy. Spojrzałem na lewo i ujrzałem zawiązaną dziewczynę z siniakami na twarzy i mężczyznę, który na niej siedział i trzymał w dłoni nóż. Szybko z niej zszedł i zaczął kierować się ku mnie. Spojrzałem na nią ponownie, a w moich oczach natychmiast zebrały się łzy. Jaki gnojek mógł doprowadzić Lenę do tego stanu? Przez chwilę nie mogłem jej poznać, ale potem zorientowałem się, że to właśnie ona. Miałem ochotę ją przygarnąć do siebie i mocno przytulić oraz scałować z jej skóry każdy obolały punkt, tak aby już nic ją nie bolało oraz żeby była szczęśliwa. Chciałem to całe cierpienie przenieść na siebie. Jednak ktoś musiał zająć się tym potworem. Spojrzałem na Niall’a, który już zmierzał do Leny, aby jej pomóc. Chciałem jej teraz powiedzieć jak bardzo ją kocham, ale dostałem pierwszy cios w nos od mojego przeciwnika. Wyplułem krew i zacząłem uderzać pięściami o twarz faceta. Słyszałem jakieś chrupnięcie, ale kontynuowałem walkę. Walnąłem jego głową o ścianę, ale ten popchnął mnie na ziemię. Leżał nade mną i okładał mnie pięściami, przez chwilę myślałem, że to koniec, ale uderzyłem go mocno w krocze i dalej go biłem. Nie panowałem już nad swoimi ruchami i robiłem wszystko jak we śnie. Raz ja byłem na górze, a raz na dole. Moim celem było ukaranie tego faceta tak jak na to sobie zasłużył. W pewnym momencie odepchnął mnie od siebie, a sam stanął w bezpiecznej odległości ode mnie.
-Myslisz, że nie chciałbym przelecieć tej Twojej dziewczynki? -zapytał ze zgrozą.
-Nie mów tak o niej-odezwałem się z trudem, gdyż po wardze ściekała mi krew, a moja twarz była cała spuchnięta.
-Ale wiesz co… nie dlatego ją tu sprowadziłem-odrzekł z radością.
-Co kurwa? – zapytałem zdezorientowany.
-Hmmm. nie wiem czy słyszałeś, ale wszyscy chcą ją uśmiercić, ona jest dla nas zagrożeniem-odrzekł dumny.
-Dla nas? -zapytałem.
-No tak-powiedział i pokazał swoje czarne jak smoła, olbrzymie na cały pokój, ostre jak brzytwa i przerażające na sam widok. No tak… mogłem się tego spodziewać… Jak mogłem myśleć, że to jakiś napalony zboczeniec… to coś o wiele gorszego… Dla wyrównania pokazałem jemu moje skrzydła… Nie lubiłem się nimi chlubić, ale wszyscy mi ich zazdrościli. Były wielkie (jedne z większych), białe i błyszczące, lśniące czystością i niewinnością. Przeciwnik spojrzał na mnie ze złością, ale i z iskierką dziwnej radości. Po chwili ruszył w moją stronę i szarpnął mnie za moje skrzydła, aż wrzasnąłem z bólu. Najgorsze co może być to wyrwanie piór. Po moim ramieniu zleciała strużka krwi.
-Ona nigdy nie będzie bezpieczna! -krzyknął w moją stronę– Zayn ją i tak znajdzie! -krzyknął i ruszył w moja stronę z mrocznym sztyletem. Gdyby mnie nim choć drasnął mógłbym umrzeć. Jednak ja miałem też swój sztylet, na jego widok facet trochę zadrżał. Toczyliśmy walkę miedzy dobrem, a złem. Nie miałem pojęcia kto zwycięży. Mimo tego w mojej głowie ciągle pojawiał się obraz skrzywdzonej Leny- to mnie utrzymywało w walce. Po chwili gdy myślałem, że zmierzyłem się z jednym z gorszych przeciwników, mój sztylet przebił jego pierś, a z jego ostrza wydobyło się światło, które od razu pochłonęło demona. Z ulgą oparłem się o ścianę. Do pokoju wszedł również zziajany mój brat. Na lewym barku miał czarną krew.
-Co sie stało? -spytałem.
-Skapnęli się, że ktoś zaatakował ich brata, dlatego musiałem ich powstrzymać żebyś nie miał więcej idiotów do pokonania-odrzekł i podał mi dłon, którą złapałem i wstałem.
-Dzięki-odrzekłem i poklepałem go po ramieniu- Czemu to zrobiłes? – zapytałem go.
-Po pierwsze dlatego, ze znów byś się nad sobą użalał, że coś jej się stało, a ja musiałbym tego słuchać, lub co gorsza zacząłbyś się ranił, a wtedy również bym oberwał. Po drugie… dlatego, bo ta dziewczyna nie zasługuje na taki los… Musisz jej o wszystkim powiedzieć, w końcu i tak się od kogoś dowie-odrzekł. Zbliżyłem się do niego i złapałem go za koszulkę.
-Wara mi jej tego mówić… Jeśli choć mrukniesz na ten temat lub się do niej zbliżysz, oberwiesz tak, że nie będziesz mógł się pozbierać. Nie obchodzi mnie to, że mnie również będzie bolało. Zadowoli mnie satysfakcja Twojej męki-syknąłem i odepchnąłem go na ścianę.
-”Spera mundus est maximum donum mendacibus. „*-odrzekł wściekły, na co uniosłem brwi.
-”Dormi homicidium amicitia, amor verus necat. „**– powiedziałem i odszedłem.
Szedłem w stronę samochodu, w którym siedział Niall z Leną. Otworzyłem tylnie drzwi i ujrzałem skuloną i płaczącą postać. Moje serce się skruszyło i pojawiła się troska i żal. Wsiadłem szybko do samochodu i objąłem jej kruche i obolałe ciało, uspokajając ją. Przylgnęła do mnie i zaniosła się jeszcze większym płaczem. Wiedziałem, że nie mogę jej tak zostawić. Zdawałem sobie również sprawę z tego, że niedługo zaczną się dręczące mnie pytania na które będę musiał w końcu odpowiedzieć. Nie chciałem żeby mój brat miał rację… Lena skryła się w moich ramionach, czułem bicie jej serca i słyszałem szloch… Nie mogłem tego znieść.
-Już ciiii… już jesteś bezpieczna. Ten dupek dostał już za swoje. Nikt Ciebie nie skrzywdzi. Obiecuje- przyrzekłem i postanowiłem za wszelką cenę dotrzymać to słowo. Dziewczyna na mój głos zaczęła się uspokajając, aż zdawało mi się, ze zasnęła. Jej oczy okalały piękne długie rzęsy i mimo jej obrażeń oraz duzej rany z tyłu głowy z której nadal sączyła się krew, jej twarz była cudowna i taka niewinna i nieświadoma wszystkiego. Właśnie za to ją pokochałem. Jej usta były spierzchnięte i miała w ich kąciku ranę, lecz mimo tego nadal marzyłem o pocałowaniu jej. Biłem się z myślami, aż w końcu musnąłem lekko jej truskawkowe usta. Smakowały wspaniale, mimo chwilowego zetknięcia. Nie mogłem się doczekać kiedy znowu ją pocałuje, lecz z jej pełną świadomością. Marzyłem o tym, od dawna. Patrzyłem jak mówi, jak się śmieje, jak złości i ciężko pracuje, a jej usta nadal pozostawały takie same- niebiańskie… Ona nie wiedziała jakie to było prawdziwe porównanie.
-Nie zasługujesz na nią-odrzekł w ciszy Niall. Całkowicie o nim zapomniałem.
-Niby skąd takie rozmyślania? – zapytałem wkurzony.
-Może i ją kochasz, ale musisz o nią również zadbać. To nie jest lalka. Jeśli coś jej zrobisz będziesz miał do czynienia ze mną-odrzekł zdenerwowany, ale z powagą w głosie i ruszył samochodem do szpitala.
-I moim bratem-szepnąłem, spoglądając na śpiącą Lenę i jej niewinne ciało. Owinąłem szczelnie wokół niej swoje ramiona, bo może nie zdawałem sobie jeszcze z tego sprawy, ale trzymałem w swoich ramionach cały świat- świat który miał za nie długo się rozpaść.
___________________________________________________________________________________
*”Ufność niewinnych jest największym darem dla kłamcy. „~Stephen King
**”Kłamstwo zabija przyjaźń, prawda zabija miłość. „~Morgan Charles Langbridge
Helloł misiaczki!
Przepraszam, że takie opóźnienie, ale nie miałam weny. Nie mam pojęcia, czy mam pisać dalej, bo nikt nie komentuje i jestem załamana: (Proszę!!! jeśli to czytasz skomentuj. To dla mnie bardzo ważne. Dla Ciebie to minuta, a dla mnie szczęście na cały dzień (mimo złych komentarzy). Proszę!!!
Dzisiaj było trochę z perspektywy Harry’ego, abyście mieli jasny pogląd na całą sytuację: D
Dobranoc słoneczka i nie zapomnijcie zostawić po sobie pamiątki: *
Wasza Dusia: 8
środa, 15 kwietnia 2015
Urodziny Emmy Watson
Urodziny Emmy Watson!!!
Nasza kochana Em obchodzi dzisiaj swoje 25 urodziny. Z tej okazji oraz dlatego, że jest naszą jedną z bohaterek życzymy:
*bycia nadal tą miłą i uroczą dziewczyną
*aby każdy zawsze kojarzył i pamiętał ciebie z serii "Harry Potter"
*abyś zagrała w następnych wspaniałych filmach
I co najważniejsze... dziękujemy, że możesz towarzyszyć nam w przygodach bohaterów tego ff :***
Tego życzy blog Lost Angel i ja... (Dusia :8)
wtorek, 14 kwietnia 2015
Rozdział 14
Rozdział 14-"Kocham cię"
Obudziłam się nagle. Wciągnęłam do ust powietrze i uświadomiłam sobie, że wokół unosi się zapach środków dezynfekujących i farby. Obok mojej głowy usłyszałam równomierne pikanie. Otworzyłam oczy i spostrzegłam się, że leżę w białej sterylnej sali, z oknem po prawej stronie. Byłam na białym szpitalnym łóżku, ze stolikiem po prawej oraz dwoma wolnymi łóżkami i aparaturą szpitalną po lewej. Byłam w szpitalu. Do mojej głowy dotarły wspomnienia ostatnich kilku godzin i przestraszona szybko się podniosłam, aż poczułam silny ból z tyłu głowy. Cicho syknęłam i spojrzałam w stronę drzwi. Dzięki szybie, która w nich była, zauważyłam stojących rodziców, rozmawiających z lekarzem. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo za nimi tęskniłam. Potrzebowałam widoku troskliwych, błękitnych oczu mamy i pokrzepiającego uścisku taty. W tym momencie bardziej współczułam moim opiekunom, niż sobie. Jakie to musi być uczucie, gdy twoje dziecko zostało skrzywdzone, a ty nic nie możesz na to poradzić Wiedziałam, że mama zawsze udawała dzielną i próbowała wszystko trzymać pod kontrolą. Prawie nigdy nie widziałam jak płakała. Jednak nieraz spostrzegałam w jej oczach smutek i żal, chociaż starała się tego nie okazywać. Może ukrywała swoje łzy, może płakała pod prysznicem lub w łóżku przed snem- tak żeby nikt ich nie widział. Gdy ludzie ją mijali i z nią rozmawiali, ta zakładała na twarz uśmiech i udawała szczęśliwą. Jednak ja poznałam jej tajemnicę, jej oczy zdradzają prawdę. Tata również zgrywał twardego osobnika, choć gdy miał okazję kogoś pocieszyć lub komuś pomóc, zawsze to robił. Pamiętam jak kiedyś gdy ojciec pojechał z nami na zakupy i w każdym sklepie była zbiórka żywności dla ubogich rodzin, to tata za każdym razem dawał dla nich koszyk produktów. Mama była wtedy bardzo zła, bo wydaliśmy więcej pieniędzy na kupno jedzenia dla potrzebujących, niż dla siebie samych. Gdy spoglądałam na ich twarze widziałam w nich smutek, wyrzuty sumienia i strach. Nie mam pojęcia jak długo tu już leżałam, ani w jaki sposób się tu znalazłam. Aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że na pewno wsiedli w pierwszy lepszy samolot lecący do Australii i tak tu przybyli. Nagle spostrzegłam, że po policzku mamy toczy się łza, a ona sama zaczyna szlochać i wtula się w ramiona taty, który całuje ją w głowę. Opadam na łóżko i przymykam oczy. To wszystko moja wina! Gdybym nie szła do tego dziwnego klubu i posłuchała ciotki, to bym nie spotkała Christiana, następnie faceta, który dolewał coś do szklanki dziewczyny, nie poszłabym za nimi na zaplecze, a potem nie zaatakowałby mnie chłopak, Harry nie musiałby bić Christiana, Niall nieść mnie na rękach do samochodu. Właśnie..., gdzie oni się w ogóle podziali? Ostatnie co pamiętam to fakt, że zasnęłam z głową na kolanach Harry'ego. Nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Jednak wiem, że coś się jeszcze wydarzyło. Coś mi mówi, że to właśnie Niall i Harry zawiadomili moją rodzinę o zaistniałej sytuacji. To dzięki nim zawdzięczam swoje życie. Mimo to nie rozumiem dlaczego moja mama zanosiła się płaczem. Żadna większa krzywda mi się nie stała. Mam dość dużą ranę rozcięcia na brzuchu, podbitą twarz, posiniaczone ręce, plecy oraz rozcięcie z tyłu głowy. W prawdzie są to dość duże obrażenia, jednak nie wielkie z porównaniem z tym co mogło się stać. Moje rozmyślania przerwało skrzypnięcie drzwi. Otworzyłam oczy i ujrzałam moich rodziców z troską wymalowaną w oczach. Mama podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła, zaczęła płakać. Po moich policzkach popłynęły łzy szczęścia, że mogłam ich zobaczyć oraz, że byłam tu żywa. Wciągnęłam zapach jej owocowych perfum, ale w ich woni można było poczuć jeszcze jeden zapach...papierosów. Od kiedy to mama paliła? Po paru minutach odsunęła się ode mnie i otarła wierzchem dłoni łzy. Spojrzałam na nią ze smutkiem, a później skierowałam wzrok na ojca. Cały czas się nam przyglądał, aż w końcu podszedł do mnie i również mnie objął. Po chwili się ode mnie odsunął i rękawem szybko starł niechcianą łzę. Dopiero teraz dostrzegłam pod jego oczami cienie, oznaczające nie przespane noce, spostrzegłam siateczkę zmarszczek. Doskonale wiedziałam, że gdyby nie ja, stan moich rodziców nie byłby tak przygnębiający. Mama usiadła na wolnym obok łóżku, a tata oparł się o parapet. Po chwili, gdy oboje pozbierali się, odezwałam się:
-Czemu płaczesz?- zapytałam, na co mama lekko się uśmiechnęła.
-Cieszymy się, że ciebie widzimy-odrzekła.
-Ale nic poważnego mi nie jest?-zapytałam z przejęciem.
-Nie..., lekarze dziwią się, że nic poważnego ci się nie stało. Doznałaś dużego uderzenia w tył czaszki i każdy człowiek na twoim miejscu byłby niepełnosprawny albo w najlepszym przypadku, nie mógłby przez około dwa miesiące robić żadnych ruchów i do końca życia brać leki. Ty jednak wyszłaś z tego cało- odrzekł z przejęciem tata.
-O matko...-to były jedyne słowa, które byłam w stanie wypowiedzieć Jakim cudem wszystko przybrało taki obrót?
-Bardzo się cieszymy, że wszystko jest z tobą w porządku- szepnął i spoglądnął w stronę drzwi -chyba ktoś chce się z tobą zobaczyć, dlatego pójdziemy na korytarz. Obejrzałam się w stronę drzwi i ujrzałam Harry'ego, który kłócił się z pielęgniarką, a Niall próbował go uspokoić. Lekko się uśmiechnęłam i pokręciłam głową. Jak zawsze musiał zrobić jakąś aferę.
-Za chwilę go zawołamy-odrzekła mama ze łzami w oczach i pocałowała mnie czule w czoło, a tata potarł moją dłoń. Oboje rodzice wyszli z sali i podeszli do chłopaków. Powiedzieli coś do pielęgniarki, na co ona pokiwała niechętnie głowa i się zarumieniła i odeszła. Oparłam się plecami o poduszkę i podciągnęłam pościel bardziej na piersi. Do salki wszedł ostrożnie Harry z Niall'em. Loczek spojrzał na mnie z troską wymalowaną na twarzy. Uśmiechnęłam się lekko i starałam się podnieść z łóżka. Niestety, nie udało mi się to, bo chwilę później zakręciło mi się w głowie. Niall złapał mnie za rękę i pomógł mi się położyć, jednak ja wolałam siedzieć.
-Nie możesz tak szybko wstawać-powiedział z troską blondyn.
-Niestety-odrzekłam.
-Jak się czujesz?- spytał zaniepokojony Harry. Spojrzałam w jego oczy i zauważyłam, że zielone tęczówki są jasne i wypełnione przejęciem, troską i... nadzieją. Pod jego oczętami widziałam szare cienie, które świadczyły zapewne o nieprzespanych nocach. Czemu tak bardzo się o mnie martwił?
-Hmm..., nie biorąć pod uwagę bólu głowy i wszystkich kończyn oraz ogólnego osłabienia, to jest w porządku-powiedziałam z lekkim pocieszeniem w głosie. Co się stało, że byłam taka spokojan?
-Nawet nie wiesz jak nam ulżyło- stwierdził cicho Niall- My z Harry'm prawie na zawał umarliśmy- dodał błękitnooki na co brunet się zaśmiał.
-Z czego się śmiejesz?-zapytałam Harry'ego marszcząc brwi.
-Kto umrze, ten umrze-odrzekł z figlarnym uśmieszkiem. Spojrzałam na Niall'a, a ten tylko wywrócił oczami i prychnął. Między nami zapanowała długa i niezręczna cisza. wiedziałam, że chłopacy ukrywają przede mną jakiś sekret, tylko jaki? Ja również chciałam coś im powiedzieć, a raczej spytać. Dlatego zaczęłam przerywając dziwną ciszę:
-Co tam się stało?- zapytałam. Chłopcy spojrzeli po sobie z przejęciem, a Harry zmarszczył brwi.- Facet ciebie zaatakował i chciał ci zrobić krzywdę. Zrobił ją, ale mogło być gorzej-stwierdził Harry.
-Nic nie pamiętasz- spytał Niall z konsternacją wymalowaną na twarzy.
-Pamiętam...-odrzekłam i spojrzałam na swoje ręce. Lena. Musisz to powiedzieć!- powiedziałam sobie w myślach- Ale tu chodzi o coś więcej-powiedziałam i podniosłam głowę patrząc na obydwu chłopaków. Harry głośno przełknął ślinę, ale nic nie powiedział. Niall zmrużył oczy i odrzekł:
-O co ci chodzi?- zapytał- Jakiś palant ciebie zaatakował, apotem chciał ciebie zgwałcić. Czego jeszcze szukasz? Mało ci?- zapytał wkurzony. Tak. Powiedział to. Chciał mnie ZGWAŁCIĆ. ZNOWU. Po moim policzku stoczyła się łza, ale szybko ją starłam. Nie będe płakać.
-Lena..., przepraszam..., ja...- tłumaczył się Niall. Położył swoją dłoń na moją, ale ja ją szybko odsunęłam. Podniosłam głowę i tym razem spojrzałam na Harry'ego. Patrzył się na mnie tymi pięknymi oczami. Ugh! Lena uspokój się!-skarciłam się w duchu.
-Co się stało z tym chłopakiem?-zapytałam bruneta.
-Został odpowiednio ukarany-powiedział bez zastanowienia zielonooki.
-Co mu zrobiłeś?-zapiszczałam z przejęcia.
-To na co sobie sam zasłużył- stwierdził ponuro Harry.
-Harry...-zaczęłam, ale do pokoju wszedł Liam.
Spojrzałam na mojego brata, a moje serce momentalnie pękło. Był cały rozczochrany, a oczy miał podpuchnięte. Podbiegł do mnie ze łzami w oczach i mocno się do mnie przytulił. Po policzkach zaczęły mi płynąć łzy. Z głowy wyleciały mi wszystkie nasze wspólne sprzeczki i kłótnie. Teraz liczyło się, że byłam bezpieczna. Miałam obok siebie trójkę wspaniałych mężczyzn, dzięki którym nadal żyłam i miałam po co żyć. Trwaliśmy w tym uścisku parę minut, a potem Liam usiadł na łóżku obok zaczął zadawać pytania: czy się dobrze czuję, jak do wszystkiego doszło, kto to był. Najdziwniejsze było to, że jedynie Harry z Niall'em odpowiadali na pytania dotyczące całego wydarzenia. Jakby tego było mało oczywiście zmienili prawie całą historię, choć znali prawdę. Zastanawiałam się,czy może nie zwrócić im uwagi, ale zdecydowałam spytać się ich po tym, jak będziemy sami. Pewnie mieli w tym jakiś cel, ale na razie nie wiedziałam jaki. Po wszystkich odwiedzinach, czyli: rodziców, Harry'ego i Niall'a, Liam'a i ciotki, przyszedł lekarz. Pytał się o mój stan fizyczny, a ja mu powiedziałam, że nie jest najgorzej. Następnie przyszło dwóch psychologów i uznali mój stan jako bardzo dobry. Dorothy ubłagała jeszcze lekarza żeby mnie od razu wypuścił i po wielkich prośbach wreszcie się udało. Gdy dotarłam do domu cioci, umyłam się i przebrałam, a potem udałam się do salonu, bo miało się odbyć "zebranie rodzinne", chociaż uczestniczyli w nim również Harry i Niall. Wszyscy siedzieli na krzesłach lub sofie i uważnie mi się przyglądali.
-Yyyy..., po co się tu spotkaliśmy?- zapytałam ostrożnie.
-Hmm...- zaczął tata- Zastanawiamy się kiedy chcesz stąd wyjechać-stwierdził tata. Słucham? Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia. Jak to? Miałam stąd jechać? Ja się stąd nigdzie nie ruszam. Pewnie uważałabym to za dziwaczne parę dni temu, ale teraz sądzę, że to jest jedyna dobra decyzja. Gdy tu na początku przyjechałam od razu chciałam jechać do domu. Nienawidziłam Dorothy i całego tego domu. Gdy poznałam Harry'ego i Niall'a, miałam po prostu dosyć. Czułam się tutaj całkowicie samotna. Praca również nie była wspaniała. Jednak po ostatnich wydarzeniach doceniałam otaczające mnie osoby, chociaż ich długo nie znałam. Oni byli w stanie dla mnie poświęcić życie...Nie wiem, jak mam to wszystko im przekazać, ale muszę to zrobić, zbyt mocno przywiązałam się do tego miejsca... i ludzi.
-Jeśli chcesz, możemy jechać jeszcze dzisiaj- przerwała ciszę mama. Spojrzałam na ciocie, która cały czas się we mnie wpatrywała, ale jej twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Przeniosłam wzrok na Harry'ego, który był oparty o swoje kolana, a głowę miał spuszczoną w dół, widać było, że nie był zbytnio szczęśliwy z obrotu całej sytuacji. Niall za to wpatrywał się w swoje ręce, na jego twarzy malował się... smutek? Liam opierał się o framugę drzwi i patrzał się w dal. No tak... , tą decyzję będę musiała sama podjąć... Głośno westchnęłam i ukryłam twarz w dłoniach.
-Nie stresuj się... Nikt nie będzie zły jeśli jeszcze dzisiaj wyjedziesz... to przecież to zrozumiałe.. Każdy by to zrobił na twoim miejscu...-rzekła cicho mama- Ciocia próbowała mnie namówić żebyś została..., ale ja wiem, że ty chcesz jechać kochanie... Myliłam się, że tutaj ktoś zapewni tobie bezpieczeństwo...-odpowiedziała mama. Spojrzałam ze łzami na twarz mamy, a potem ciotki..., ona cały czas mi się wpatrywała.
-Im dłużej będziesz zwlekać, tym gorzej... Tata tak naprawdę spakował twoje rzeczy..., chodź jedźmy...Posłu...-odrzekła mama, ale ciocia jej przerwała.
-Jeśli chcesz, aby sama podjęła decyzję, to daj jej samej myśleć-powiedziała ostro. Lekko się uśmiechnęłam. Mama mówiła, że nie zapewnili mi tu bezpieczeństwa.., a w domu było inaczej?! To właśnie tutaj poczułam się wolna..., jak zwykła siedemnastolatka. Poznałam nowych ludzi, bez żadnego przymusu oraz poznałam sama okolicę, a nawet miałam pracę. Owszem stała tu mi się krzywda, ale to była jedynie moja wina.Niczyja więcej. Wychodząc ze szpitala, okazało się, że w dokumentacji, Harry powiedział,, że to on namówił mnie na pójście do tego baru, a potem stracił mnie z oczu. Niall doszedł do niego później, tak więc on też nie był niczego winien. Potem ja zaczęłam wołać pomocy, a Niall mnie usłyszał. Harry za to pobiegł za chłopakiem, który mnie zaatakował, ale go nie dogonił, a potem przewieźli mnie do szpitala. Taką historię powiedział również Harry Liam'owi i moim rodzicom. Teraz wiedziałam dlaczego tak postąpił, chciał całą winę przenieść na siebie żebym nie odczuwała następnego stresu. Obronił mnie. Niestety tym razem poradziłam sobie sama...
-Harry to bardzo nie odpowiedzialny młodzieniec i nie wiem dlaczego Dorothy zaufała mu tak bardzo żeby miał ciebie pod swoją opieką. To było bardzo nieodpowiednie. On chyba nawet sobie nie zdawał sprawy co może ci się stać-powiedział tata. Spojrzałam na zielonookiego, ale on nadal miał spuszczoną głowę i nie reagował.
-Tata ma rację..., to było wręcz dziecinne zachowanie. Zastanawialiśmy się nawet, czy nie zgłosić go na policję, za niedopilnowanie ciebie-odrzekła z pogardą mama. Że co?! To już jest przegięcie.
-To jest bardzo mądry chłopak-powiedziała ze złością Dorothy.
-No właśnie widzieliśmy. Taki mądry, że naraził na śmierć nasze dziecko!-odrzekł ojciec ze złością.
-Nie zdajecie chyba sobie sprawy, że więżąc to dziecko, nasyłacie na nią smutek i nieszczęście! Tutaj czuła się wolna!-krzyknęła ciocia.
-My jej nie więzimy. My zapewniamy jej bezpieczeństwo!-odrzekła mama. Słuchałam ich coraz to bardziej narastającej kłótni. Wszyscy sie ze sobą kłócili. Tylko ja, Niall, Harry i Liam byliśmy cicho. nie mogłam już patrzeć na rosnącą nienawiść mojej rodziny względem siebie. Postanowiłam więc wszystko sprostować i powiedzieć prawdę. Tym razem nie ukrywałam się w cieniu Ukazałam, że ja wszystkiego się nie boję.
-Cisza!!!-wrzasnęłam na całe gardło. Z gniewem popatrzyłam na wszystkich. Nastała cisza. Wszyscy spojrzeli się na mnie, nawet blondyn i szatyn. Wtedy nie było odwrotu.
-Teraz niech wszyscy mnie posłuchają-odpowiedziałam- Ja również mam wiele do powiedzenia-rzekłam i odetchnęłam- Po pierwsze, nie powiedziałam, że chcę z tąd w ogóle wyjeżdżać-rzekłam i spojrzałam na rodziców, tata rozszerzył źrenice, a mama chciała coś powiedzieć, ale ja pokiwałam jej palcem. Zobaczyłam na Harry'ego, a jego oczy jakby zaświeciły radością.
-Po drugie, Harry kłamał. Tak naprawdę to wszystko było moją winą-odrzekłam i zaczęłam opowiadać całą historię z każdym detalem. W czasie mojego opowiadania patrzałam na rodziców po których mogłam spostrzec się, że byli zdziwieni. Harry natomist miał smutny wyraz twarzy i co chwilę kręcił głową, każąc mi przestać mówić, jednak ja kontynuowałam. Jedyne co pozostało nie zmienione to fakt, że powiedziałam iż winowajca uciekł, a Harry go nie dogonił. Skłamałam. Nie chciałam jednak wkręcać Harry'ego. to byłoby nie fair. Gdy skończyłam powiedziałam:
-Harry skłamał, bo chciał mnie bronić. Nie obwiniajcie go tylko mnie. To była jedynie moja wina. Oni mnie uratowali-rzekłam, a potem nastała długa i dziwna cisza. Po chwili jednak tata zapytał:
-to skąd oni niby wiedzieli, że jesteś w niebezpieczeństwie?-zapytał z dozą podejrzeń... No własnie. Tego to ja również nie wiedziałam. Nie mogłam powiedzieć, że nie wiem, bo to by oznaczało, że oni jednak są winni... Lena! Dalej, myśl! Od ciebie to wszystko zależy! Spojrzałam na Harry'ego, ale on jedynie uniósł brew, czekając na moją odpowiedź. Niall za to lekko się uśmiechał. Świetnie! Teraz to polecą kłamstwa.
-No bo...-zacięłam się. Lena! Dalej! Kiedyś byłaś mistrzem kłamstw!-Yyyy...nooo, bo... My z Harry'm od pewnego czasu się spotykamy...iii...często ze sobą piszemy...iiii....Harry zmartwił się, że tak długo nie odpisuje..yyy..iiii...namierzył mnie swoim telefonem..., a potem to już wiadomo...-powiedziałam ze stresem. Genialnie Lena! Lepszego kłamstwa to nie mogłaś wymyślić...Miałam jednak nadzieję, że każdy mi uwierzył. Spojrzałam na Harry'ego, a on szczerze się do mnie uśmiechał. W jego policzkach były widoczne te niebiańskie dołeczki! O. Mój. Boże... Lena!!! Wróć na ziemię!-skarciłam siebie w myślach. Cała się zarumieniłam. Rodzice spoglądali na mnie podejrzliwie. Liam był widocznie wkurzony, ale sie nie odzywał.
-Czyli... wy jesteście razem?-zapytał tata. Nie... Świetnie! Co ja miałam mu powiedzieć! Nie tato. Tak naprawdę to wszystko było kłamstwo. Lecz owszem, śnię o jego dołeczkach i jego oczach. On jest taki boski!-pomyślałam. Gdybym tak powiedziała na pewno odwieźliby mnie do psychiatryka...
-Yyyy.... nie do końca...-odrzekłam, a na mojej twarzy zakwitła kolejna warstwa rumieńców.
-Aha...-powiedziała mama. Co teraz nastąpi?
-Czyli chcesz zostać?-zapytała ciocia. Zaczęłam ją naprawdę kochać! Dzięki niej wyszłam z niekomfortowej sytuacji.
-Tak-odrzekłam, a mama pokiwała lekko głową, a tata miał skwaszoną minę. Po chwili jednak zaczęli przepraszać i za razem dziękować Niall'owi i Harry'emu, a potem gratulowali nam naszej świetnie zapowiadającej się "miłości". Ciocia rozpakowała moje walizki, a potem wszyscy zaczęliśmy robić wspólną kolację. Rodzice powiedzieli, że mają samolot jutro rano, a Liam odpowiedział, że musi jechać z nimi. Kiedy zasiedliśmy do stołu, zauważyłam, że z całej sytuacji nie był zadowolony jedynie niall i Liam. Liam rozumiem.., ale dlaczego również Niall? Kiedy zaczęłam nakładać sobie sałatki na talerz, odezwał się surowym tonem Liam:
-Jakoś wam nie wierzę.
-Ale o co ci chodzi?-zapytałam niepewnym głosem. Czyżby zaczął coś podejrzewać? Tylko nie to...
-Jakoś mi się nie chcę wierzyć, że się na wzajem kochacie-odrzekł. Proszę tylko nie to... Co ja maiałam mu powiedzieć. Nie byłam w stanie niczego zrobić.
-Co mamy zrobić żebyś nam uwierzył?-zapytał Harry spokojnym głosem. Hmm..., czyli on również trwał w moim kłamstwie.
-Hmm..., pocałunek może każdy udać, pustym czynom również nie uwierzę...., jednak pod pewną przysięgą, powiecie sobie na wzajem, że się kochacie-odrzekł z dumą.
-Liam...-zaczęła ciocia, jednak on ją zignorował i uniósł jedną brew. Harry odwrócił się do mnie twarzą, a ja spojrzałam w jego piękne szmaragdowe oczy, które uratowały mnie i wkurzały oraz pocieszały. Po co ja w ogóle kłamałam? No tak..., żeby chronić Harry'ego..dla niego było warto...
-Powtarzajcie moje słowa-odrzekł Liam- Pod przysięgą świętego Michała Archanioła i wszystkich jego braci oraz za sprawą samego jego pana, mamy powiedzieć następujące słowa...-rzekł, a my razem z nim. Harry spojrzał mi głęboko w oczy i odpowiedział swoim głębokim i zachrypniętym głosem:
-Kocham cię.
Moje serce zadrgało. Wokół zrobiło się dziwnie duszno. Jego oczy były takie cudowne...
-Kocham cię-odpowiedziałam również słabym od emocji głosem. Harry zamrugał parę razy oczami, jakby wybudził się z transu, a potem odwrócił głowe i spojrzał na Liam'a.
-Teraz nam wierzysz?-zapytał z wyższością.
-Tak-rzekł z wyrzutami mój brat. Następnie wszyscy wrócili do wcześniejszych rozmów i jedzenia. Jednak ja nie byłam już nic w stanie więcej zjeść.
Nie wiem, o co chodziło Liam'owi z tą przysięgą. Ja nie wierzyłam w Boga, więc dla mnie to nie miło większego znaczenia, jednak widać było, że dla Harry'ego- owszem. Ciszyłam się, że mamy to już za sobą, oraz, że oprócz kłamstwa, przysięga mnie nie dotyczyła i jej nie złamałam. Jednak w głębi serca i duszy, wiedziałam, że mogłabym nawet przysiąść na swoje własne lub życie moich najbliższych, że kocham Harry'ego, a nie skłamałabym. Bo tak naprawdę gdzieś głęboko w moim sercu narodziła się miłość, do tego pięknego chłopaka o szmaragdowych oczach, pięknych dołeczkach, wspaniałym ciele, cudownym głosie i czerwonych ustach. Narodziła się miłość, której już nie byłam w stanie zatrzymać, choć o tym, nie wiedziałam. Najbardziej jednak było mi przykro, że ja powiedziałam mu prawdę, a on skłamał, że mnie kocha....
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
HARRY
Rzekłem te słowa "Kocham cię". Przed przysięgą nie ma kłamstw...
Najbardziej jednak było mi przykro, że ja powiedziałem jej prawdę, a ona skłamała, że mnie kocha....
____________________________________________________________________________________
Heloł!
Parę info:
*Przepraszam, że ostatnio nie dodałam żadnego rozdziału... Bardzo was przepraszam, jednak zawsze kiedy miałam to zrobić, coś mi wypadało.Wiem, że to nie jest usprawiedliwienie, jednak mam nadzieję, że mi wybaczycie...
*Dziękuję wam za wszystkie wyświetlenia i za to, że czytacie :****
*Cieszyłabym się gdyby KTOŚ pisał JAKIEŚ komentarze. Chciałabym wiedzieć czy wam się to podoba, czy nie. :P
*Życzę miłego tygodnia :D
-Czemu płaczesz?- zapytałam, na co mama lekko się uśmiechnęła.
-Cieszymy się, że ciebie widzimy-odrzekła.
-Ale nic poważnego mi nie jest?-zapytałam z przejęciem.
-Nie..., lekarze dziwią się, że nic poważnego ci się nie stało. Doznałaś dużego uderzenia w tył czaszki i każdy człowiek na twoim miejscu byłby niepełnosprawny albo w najlepszym przypadku, nie mógłby przez około dwa miesiące robić żadnych ruchów i do końca życia brać leki. Ty jednak wyszłaś z tego cało- odrzekł z przejęciem tata.
-O matko...-to były jedyne słowa, które byłam w stanie wypowiedzieć Jakim cudem wszystko przybrało taki obrót?
-Bardzo się cieszymy, że wszystko jest z tobą w porządku- szepnął i spoglądnął w stronę drzwi -chyba ktoś chce się z tobą zobaczyć, dlatego pójdziemy na korytarz. Obejrzałam się w stronę drzwi i ujrzałam Harry'ego, który kłócił się z pielęgniarką, a Niall próbował go uspokoić. Lekko się uśmiechnęłam i pokręciłam głową. Jak zawsze musiał zrobić jakąś aferę.
-Za chwilę go zawołamy-odrzekła mama ze łzami w oczach i pocałowała mnie czule w czoło, a tata potarł moją dłoń. Oboje rodzice wyszli z sali i podeszli do chłopaków. Powiedzieli coś do pielęgniarki, na co ona pokiwała niechętnie głowa i się zarumieniła i odeszła. Oparłam się plecami o poduszkę i podciągnęłam pościel bardziej na piersi. Do salki wszedł ostrożnie Harry z Niall'em. Loczek spojrzał na mnie z troską wymalowaną na twarzy. Uśmiechnęłam się lekko i starałam się podnieść z łóżka. Niestety, nie udało mi się to, bo chwilę później zakręciło mi się w głowie. Niall złapał mnie za rękę i pomógł mi się położyć, jednak ja wolałam siedzieć.
-Nie możesz tak szybko wstawać-powiedział z troską blondyn.
-Niestety-odrzekłam.
-Jak się czujesz?- spytał zaniepokojony Harry. Spojrzałam w jego oczy i zauważyłam, że zielone tęczówki są jasne i wypełnione przejęciem, troską i... nadzieją. Pod jego oczętami widziałam szare cienie, które świadczyły zapewne o nieprzespanych nocach. Czemu tak bardzo się o mnie martwił?
-Hmm..., nie biorąć pod uwagę bólu głowy i wszystkich kończyn oraz ogólnego osłabienia, to jest w porządku-powiedziałam z lekkim pocieszeniem w głosie. Co się stało, że byłam taka spokojan?
-Nawet nie wiesz jak nam ulżyło- stwierdził cicho Niall- My z Harry'm prawie na zawał umarliśmy- dodał błękitnooki na co brunet się zaśmiał.
-Z czego się śmiejesz?-zapytałam Harry'ego marszcząc brwi.
-Kto umrze, ten umrze-odrzekł z figlarnym uśmieszkiem. Spojrzałam na Niall'a, a ten tylko wywrócił oczami i prychnął. Między nami zapanowała długa i niezręczna cisza. wiedziałam, że chłopacy ukrywają przede mną jakiś sekret, tylko jaki? Ja również chciałam coś im powiedzieć, a raczej spytać. Dlatego zaczęłam przerywając dziwną ciszę:
-Co tam się stało?- zapytałam. Chłopcy spojrzeli po sobie z przejęciem, a Harry zmarszczył brwi.- Facet ciebie zaatakował i chciał ci zrobić krzywdę. Zrobił ją, ale mogło być gorzej-stwierdził Harry.
-Nic nie pamiętasz- spytał Niall z konsternacją wymalowaną na twarzy.
-Pamiętam...-odrzekłam i spojrzałam na swoje ręce. Lena. Musisz to powiedzieć!- powiedziałam sobie w myślach- Ale tu chodzi o coś więcej-powiedziałam i podniosłam głowę patrząc na obydwu chłopaków. Harry głośno przełknął ślinę, ale nic nie powiedział. Niall zmrużył oczy i odrzekł:
-O co ci chodzi?- zapytał- Jakiś palant ciebie zaatakował, apotem chciał ciebie zgwałcić. Czego jeszcze szukasz? Mało ci?- zapytał wkurzony. Tak. Powiedział to. Chciał mnie ZGWAŁCIĆ. ZNOWU. Po moim policzku stoczyła się łza, ale szybko ją starłam. Nie będe płakać.
-Lena..., przepraszam..., ja...- tłumaczył się Niall. Położył swoją dłoń na moją, ale ja ją szybko odsunęłam. Podniosłam głowę i tym razem spojrzałam na Harry'ego. Patrzył się na mnie tymi pięknymi oczami. Ugh! Lena uspokój się!-skarciłam się w duchu.
-Co się stało z tym chłopakiem?-zapytałam bruneta.
-Został odpowiednio ukarany-powiedział bez zastanowienia zielonooki.
-Co mu zrobiłeś?-zapiszczałam z przejęcia.
-To na co sobie sam zasłużył- stwierdził ponuro Harry.
-Harry...-zaczęłam, ale do pokoju wszedł Liam.
Spojrzałam na mojego brata, a moje serce momentalnie pękło. Był cały rozczochrany, a oczy miał podpuchnięte. Podbiegł do mnie ze łzami w oczach i mocno się do mnie przytulił. Po policzkach zaczęły mi płynąć łzy. Z głowy wyleciały mi wszystkie nasze wspólne sprzeczki i kłótnie. Teraz liczyło się, że byłam bezpieczna. Miałam obok siebie trójkę wspaniałych mężczyzn, dzięki którym nadal żyłam i miałam po co żyć. Trwaliśmy w tym uścisku parę minut, a potem Liam usiadł na łóżku obok zaczął zadawać pytania: czy się dobrze czuję, jak do wszystkiego doszło, kto to był. Najdziwniejsze było to, że jedynie Harry z Niall'em odpowiadali na pytania dotyczące całego wydarzenia. Jakby tego było mało oczywiście zmienili prawie całą historię, choć znali prawdę. Zastanawiałam się,czy może nie zwrócić im uwagi, ale zdecydowałam spytać się ich po tym, jak będziemy sami. Pewnie mieli w tym jakiś cel, ale na razie nie wiedziałam jaki. Po wszystkich odwiedzinach, czyli: rodziców, Harry'ego i Niall'a, Liam'a i ciotki, przyszedł lekarz. Pytał się o mój stan fizyczny, a ja mu powiedziałam, że nie jest najgorzej. Następnie przyszło dwóch psychologów i uznali mój stan jako bardzo dobry. Dorothy ubłagała jeszcze lekarza żeby mnie od razu wypuścił i po wielkich prośbach wreszcie się udało. Gdy dotarłam do domu cioci, umyłam się i przebrałam, a potem udałam się do salonu, bo miało się odbyć "zebranie rodzinne", chociaż uczestniczyli w nim również Harry i Niall. Wszyscy siedzieli na krzesłach lub sofie i uważnie mi się przyglądali.
-Yyyy..., po co się tu spotkaliśmy?- zapytałam ostrożnie.
-Hmm...- zaczął tata- Zastanawiamy się kiedy chcesz stąd wyjechać-stwierdził tata. Słucham? Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia. Jak to? Miałam stąd jechać? Ja się stąd nigdzie nie ruszam. Pewnie uważałabym to za dziwaczne parę dni temu, ale teraz sądzę, że to jest jedyna dobra decyzja. Gdy tu na początku przyjechałam od razu chciałam jechać do domu. Nienawidziłam Dorothy i całego tego domu. Gdy poznałam Harry'ego i Niall'a, miałam po prostu dosyć. Czułam się tutaj całkowicie samotna. Praca również nie była wspaniała. Jednak po ostatnich wydarzeniach doceniałam otaczające mnie osoby, chociaż ich długo nie znałam. Oni byli w stanie dla mnie poświęcić życie...Nie wiem, jak mam to wszystko im przekazać, ale muszę to zrobić, zbyt mocno przywiązałam się do tego miejsca... i ludzi.
-Jeśli chcesz, możemy jechać jeszcze dzisiaj- przerwała ciszę mama. Spojrzałam na ciocie, która cały czas się we mnie wpatrywała, ale jej twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Przeniosłam wzrok na Harry'ego, który był oparty o swoje kolana, a głowę miał spuszczoną w dół, widać było, że nie był zbytnio szczęśliwy z obrotu całej sytuacji. Niall za to wpatrywał się w swoje ręce, na jego twarzy malował się... smutek? Liam opierał się o framugę drzwi i patrzał się w dal. No tak... , tą decyzję będę musiała sama podjąć... Głośno westchnęłam i ukryłam twarz w dłoniach.
-Nie stresuj się... Nikt nie będzie zły jeśli jeszcze dzisiaj wyjedziesz... to przecież to zrozumiałe.. Każdy by to zrobił na twoim miejscu...-rzekła cicho mama- Ciocia próbowała mnie namówić żebyś została..., ale ja wiem, że ty chcesz jechać kochanie... Myliłam się, że tutaj ktoś zapewni tobie bezpieczeństwo...-odpowiedziała mama. Spojrzałam ze łzami na twarz mamy, a potem ciotki..., ona cały czas mi się wpatrywała.
-Im dłużej będziesz zwlekać, tym gorzej... Tata tak naprawdę spakował twoje rzeczy..., chodź jedźmy...Posłu...-odrzekła mama, ale ciocia jej przerwała.
-Jeśli chcesz, aby sama podjęła decyzję, to daj jej samej myśleć-powiedziała ostro. Lekko się uśmiechnęłam. Mama mówiła, że nie zapewnili mi tu bezpieczeństwa.., a w domu było inaczej?! To właśnie tutaj poczułam się wolna..., jak zwykła siedemnastolatka. Poznałam nowych ludzi, bez żadnego przymusu oraz poznałam sama okolicę, a nawet miałam pracę. Owszem stała tu mi się krzywda, ale to była jedynie moja wina.Niczyja więcej. Wychodząc ze szpitala, okazało się, że w dokumentacji, Harry powiedział,, że to on namówił mnie na pójście do tego baru, a potem stracił mnie z oczu. Niall doszedł do niego później, tak więc on też nie był niczego winien. Potem ja zaczęłam wołać pomocy, a Niall mnie usłyszał. Harry za to pobiegł za chłopakiem, który mnie zaatakował, ale go nie dogonił, a potem przewieźli mnie do szpitala. Taką historię powiedział również Harry Liam'owi i moim rodzicom. Teraz wiedziałam dlaczego tak postąpił, chciał całą winę przenieść na siebie żebym nie odczuwała następnego stresu. Obronił mnie. Niestety tym razem poradziłam sobie sama...
-Harry to bardzo nie odpowiedzialny młodzieniec i nie wiem dlaczego Dorothy zaufała mu tak bardzo żeby miał ciebie pod swoją opieką. To było bardzo nieodpowiednie. On chyba nawet sobie nie zdawał sprawy co może ci się stać-powiedział tata. Spojrzałam na zielonookiego, ale on nadal miał spuszczoną głowę i nie reagował.
-Tata ma rację..., to było wręcz dziecinne zachowanie. Zastanawialiśmy się nawet, czy nie zgłosić go na policję, za niedopilnowanie ciebie-odrzekła z pogardą mama. Że co?! To już jest przegięcie.
-To jest bardzo mądry chłopak-powiedziała ze złością Dorothy.
-No właśnie widzieliśmy. Taki mądry, że naraził na śmierć nasze dziecko!-odrzekł ojciec ze złością.
-Nie zdajecie chyba sobie sprawy, że więżąc to dziecko, nasyłacie na nią smutek i nieszczęście! Tutaj czuła się wolna!-krzyknęła ciocia.
-My jej nie więzimy. My zapewniamy jej bezpieczeństwo!-odrzekła mama. Słuchałam ich coraz to bardziej narastającej kłótni. Wszyscy sie ze sobą kłócili. Tylko ja, Niall, Harry i Liam byliśmy cicho. nie mogłam już patrzeć na rosnącą nienawiść mojej rodziny względem siebie. Postanowiłam więc wszystko sprostować i powiedzieć prawdę. Tym razem nie ukrywałam się w cieniu Ukazałam, że ja wszystkiego się nie boję.
-Cisza!!!-wrzasnęłam na całe gardło. Z gniewem popatrzyłam na wszystkich. Nastała cisza. Wszyscy spojrzeli się na mnie, nawet blondyn i szatyn. Wtedy nie było odwrotu.
-Teraz niech wszyscy mnie posłuchają-odpowiedziałam- Ja również mam wiele do powiedzenia-rzekłam i odetchnęłam- Po pierwsze, nie powiedziałam, że chcę z tąd w ogóle wyjeżdżać-rzekłam i spojrzałam na rodziców, tata rozszerzył źrenice, a mama chciała coś powiedzieć, ale ja pokiwałam jej palcem. Zobaczyłam na Harry'ego, a jego oczy jakby zaświeciły radością.
-Po drugie, Harry kłamał. Tak naprawdę to wszystko było moją winą-odrzekłam i zaczęłam opowiadać całą historię z każdym detalem. W czasie mojego opowiadania patrzałam na rodziców po których mogłam spostrzec się, że byli zdziwieni. Harry natomist miał smutny wyraz twarzy i co chwilę kręcił głową, każąc mi przestać mówić, jednak ja kontynuowałam. Jedyne co pozostało nie zmienione to fakt, że powiedziałam iż winowajca uciekł, a Harry go nie dogonił. Skłamałam. Nie chciałam jednak wkręcać Harry'ego. to byłoby nie fair. Gdy skończyłam powiedziałam:
-Harry skłamał, bo chciał mnie bronić. Nie obwiniajcie go tylko mnie. To była jedynie moja wina. Oni mnie uratowali-rzekłam, a potem nastała długa i dziwna cisza. Po chwili jednak tata zapytał:
-to skąd oni niby wiedzieli, że jesteś w niebezpieczeństwie?-zapytał z dozą podejrzeń... No własnie. Tego to ja również nie wiedziałam. Nie mogłam powiedzieć, że nie wiem, bo to by oznaczało, że oni jednak są winni... Lena! Dalej, myśl! Od ciebie to wszystko zależy! Spojrzałam na Harry'ego, ale on jedynie uniósł brew, czekając na moją odpowiedź. Niall za to lekko się uśmiechał. Świetnie! Teraz to polecą kłamstwa.
-No bo...-zacięłam się. Lena! Dalej! Kiedyś byłaś mistrzem kłamstw!-Yyyy...nooo, bo... My z Harry'm od pewnego czasu się spotykamy...iii...często ze sobą piszemy...iiii....Harry zmartwił się, że tak długo nie odpisuje..yyy..iiii...namierzył mnie swoim telefonem..., a potem to już wiadomo...-powiedziałam ze stresem. Genialnie Lena! Lepszego kłamstwa to nie mogłaś wymyślić...Miałam jednak nadzieję, że każdy mi uwierzył. Spojrzałam na Harry'ego, a on szczerze się do mnie uśmiechał. W jego policzkach były widoczne te niebiańskie dołeczki! O. Mój. Boże... Lena!!! Wróć na ziemię!-skarciłam siebie w myślach. Cała się zarumieniłam. Rodzice spoglądali na mnie podejrzliwie. Liam był widocznie wkurzony, ale sie nie odzywał.
-Czyli... wy jesteście razem?-zapytał tata. Nie... Świetnie! Co ja miałam mu powiedzieć! Nie tato. Tak naprawdę to wszystko było kłamstwo. Lecz owszem, śnię o jego dołeczkach i jego oczach. On jest taki boski!-pomyślałam. Gdybym tak powiedziała na pewno odwieźliby mnie do psychiatryka...
-Yyyy.... nie do końca...-odrzekłam, a na mojej twarzy zakwitła kolejna warstwa rumieńców.
-Aha...-powiedziała mama. Co teraz nastąpi?
-Czyli chcesz zostać?-zapytała ciocia. Zaczęłam ją naprawdę kochać! Dzięki niej wyszłam z niekomfortowej sytuacji.
-Tak-odrzekłam, a mama pokiwała lekko głową, a tata miał skwaszoną minę. Po chwili jednak zaczęli przepraszać i za razem dziękować Niall'owi i Harry'emu, a potem gratulowali nam naszej świetnie zapowiadającej się "miłości". Ciocia rozpakowała moje walizki, a potem wszyscy zaczęliśmy robić wspólną kolację. Rodzice powiedzieli, że mają samolot jutro rano, a Liam odpowiedział, że musi jechać z nimi. Kiedy zasiedliśmy do stołu, zauważyłam, że z całej sytuacji nie był zadowolony jedynie niall i Liam. Liam rozumiem.., ale dlaczego również Niall? Kiedy zaczęłam nakładać sobie sałatki na talerz, odezwał się surowym tonem Liam:
-Jakoś wam nie wierzę.
-Ale o co ci chodzi?-zapytałam niepewnym głosem. Czyżby zaczął coś podejrzewać? Tylko nie to...
-Jakoś mi się nie chcę wierzyć, że się na wzajem kochacie-odrzekł. Proszę tylko nie to... Co ja maiałam mu powiedzieć. Nie byłam w stanie niczego zrobić.
-Co mamy zrobić żebyś nam uwierzył?-zapytał Harry spokojnym głosem. Hmm..., czyli on również trwał w moim kłamstwie.
-Hmm..., pocałunek może każdy udać, pustym czynom również nie uwierzę...., jednak pod pewną przysięgą, powiecie sobie na wzajem, że się kochacie-odrzekł z dumą.
-Liam...-zaczęła ciocia, jednak on ją zignorował i uniósł jedną brew. Harry odwrócił się do mnie twarzą, a ja spojrzałam w jego piękne szmaragdowe oczy, które uratowały mnie i wkurzały oraz pocieszały. Po co ja w ogóle kłamałam? No tak..., żeby chronić Harry'ego..dla niego było warto...
-Powtarzajcie moje słowa-odrzekł Liam- Pod przysięgą świętego Michała Archanioła i wszystkich jego braci oraz za sprawą samego jego pana, mamy powiedzieć następujące słowa...-rzekł, a my razem z nim. Harry spojrzał mi głęboko w oczy i odpowiedział swoim głębokim i zachrypniętym głosem:
-Kocham cię.
Moje serce zadrgało. Wokół zrobiło się dziwnie duszno. Jego oczy były takie cudowne...
-Kocham cię-odpowiedziałam również słabym od emocji głosem. Harry zamrugał parę razy oczami, jakby wybudził się z transu, a potem odwrócił głowe i spojrzał na Liam'a.
-Teraz nam wierzysz?-zapytał z wyższością.
-Tak-rzekł z wyrzutami mój brat. Następnie wszyscy wrócili do wcześniejszych rozmów i jedzenia. Jednak ja nie byłam już nic w stanie więcej zjeść.
Nie wiem, o co chodziło Liam'owi z tą przysięgą. Ja nie wierzyłam w Boga, więc dla mnie to nie miło większego znaczenia, jednak widać było, że dla Harry'ego- owszem. Ciszyłam się, że mamy to już za sobą, oraz, że oprócz kłamstwa, przysięga mnie nie dotyczyła i jej nie złamałam. Jednak w głębi serca i duszy, wiedziałam, że mogłabym nawet przysiąść na swoje własne lub życie moich najbliższych, że kocham Harry'ego, a nie skłamałabym. Bo tak naprawdę gdzieś głęboko w moim sercu narodziła się miłość, do tego pięknego chłopaka o szmaragdowych oczach, pięknych dołeczkach, wspaniałym ciele, cudownym głosie i czerwonych ustach. Narodziła się miłość, której już nie byłam w stanie zatrzymać, choć o tym, nie wiedziałam. Najbardziej jednak było mi przykro, że ja powiedziałam mu prawdę, a on skłamał, że mnie kocha....
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
HARRY
Rzekłem te słowa "Kocham cię". Przed przysięgą nie ma kłamstw...
Najbardziej jednak było mi przykro, że ja powiedziałem jej prawdę, a ona skłamała, że mnie kocha....
____________________________________________________________________________________
Heloł!
Parę info:
*Przepraszam, że ostatnio nie dodałam żadnego rozdziału... Bardzo was przepraszam, jednak zawsze kiedy miałam to zrobić, coś mi wypadało.Wiem, że to nie jest usprawiedliwienie, jednak mam nadzieję, że mi wybaczycie...
*Dziękuję wam za wszystkie wyświetlenia i za to, że czytacie :****
*Cieszyłabym się gdyby KTOŚ pisał JAKIEŚ komentarze. Chciałabym wiedzieć czy wam się to podoba, czy nie. :P
*Życzę miłego tygodnia :D
Wasza Dusia :8 (która obżera się talarkami podczas pisania rozdziału i tyłek jej rośnie :DDD)
Subskrybuj:
Posty (Atom)











