środa, 11 lutego 2015

Rozdział 5

Rozdział 5- "Myślałam, że jesteś inny"


                     -Nie możesz żyć- powiedział znowu i wbił w moją pierś ostry sztylet. Ostatnie co usłyszałam to przeraźliwy śmiech.
                     Obudziłam się przestraszona i cała spocona, byłam zaplątana w pościel.Wyszłam z łóżka i pokierowałam się do okna, otworzyłam je i wciągnęłam nocne powietrze. Widziałam w oddali powoli wstające słońce i spojrzałam na zegarek 04:44am. Doskonale! Dzisiaj jest pierwszy dzień mojej pracy, a ja będę nie wyspana. Po prostu kocham życie! Położyłam się z powrotem do łózka, ale nie mogłam zasnąć. Spojrzałam  na komórkę leżącą na stoliku nocnym. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo tęskniłam za bliskimi... Nie wiedząc czemu, od razu przeszukałam moją listę kontaktów, niestety do rodziców nie mogłam zadzwonić, bo o tej porze jeszcze śpią, a nie chcę aby byli na mnie źli, że ich obudziłam. Jedyna osoba, która mi pozostała to był Liam.Po drugim sygnale odezwał się zmęczony głos brata.
                     -Halo? Lena? Coś się stało?- zapytał zaniepokojony.
                     -Hej.Nie, nic mi nie jest...Dzwonię tylko dlatego, bo nie mogę spać, a śniły mi się koszmary... Obudziłam cię?- zapytałam z wyrzutami.
                     -Nie, nie..., ja też nie mogłem spać. Nie tylko ty masz kłopoty...- powiedział zrezygnowany.
                     -Coś się stało? Wiesz zawsze ty pomagałeś mi w moich problemach, może teraz i ja spróbuję- zapytałam zmartwiona smutkiem w głosie chłopaka.
                     -Nie..., po prostu niektóre sprawy się pokomplikowały, a moje obawy potwierdziły... Czasami masz nadzieję, że gdy pozbędziesz się problemu to wszystko jakoś się ułoży, ale czasami on wraca z powrotem do ciebie...- przerwał wyraźnie wykończony sprawą o której mówił. Co się z nim stało? Mój braciszek ma jakieś zmartwienia? -Co tam u ciebie?- zapytał od razu.
                     -Ummm... Nie..., wszystko w porządku..., dzisiaj zaczynam nową pracę, w parku wodnym, tam gdzie ciocia dostarcza ryby- rzekłam.
                     -Tak? To wspaniale!- odkrzyknął radośnie- Aaaa..., hmmm... Poznałaś tam może jakiegoś przystojnego chłopaka?- zapytał zaciekawiony.
                     -Yyyyy..., no cóż...- zaczęłam. -A co cię to w ogóle obchodzi? Mama nie nauczyła ciebie, że nie wtyka się nosa w nie swoje sprawy?- rzekłam zirytowana. Czy on oszalał? Czemu cały czas mnie o to pyta? Przecież nie powiem mu, że spotkałam dwóch przystojnych mężczyzn... Jeden ma dziewczynę albo uprawia seks z każdą, którą spotka na swojej drodze, a drugi..., on za to na pewno już dawno o mnie zapomniał...
                    -Tak się składa, że mamy tą sama matkę i jeżeli ja jestem wścibski, to ty tak samo- zaczął mnie drażnić- No więc? Kto jest tym szczęściarzem?- zapytał, a ja wiedziałam, że w tym momencie uśmiecha się do siebie.
                    -Noooo..., tak naprawdę jest ich dwóch- powiedziałam zawstydzona.
                    -Co? Dwóch? Hahahahaha...- zapytał ze śmiechem, a potem przez około dwie minuty śmiał się do słuchawki. Byłam pewna, że w ten sposób obudził rodziców...- No dobrze, jak mają na imię?- zapytał gdy już się ogarnął.
                    -Po co ci to?- fuknęłam na niego- Nie znasz ich- rzekłam zdenerwowana. co on jeszcze chciał wiedzieć? Datę urodzenia? Numer telefonu? Imiona rodziców i dziadków? Nie rozumiem go...
                    -Lena..., nawet nie wiesz ile można się dowiedzieć o człowieku znając jego imię. No dalej mów, bo nie dam ci spokoju- powiedział poważnie.
                    -Nooo, jeden to Niall, a drugi to Harry- powiedziałam po cichu. Wtem w słuchawce zapadła cisza.
                    -Liam? Halo? Czy ty mnie słyszysz?- zapytałam. Usłyszałam szmer w słuchawce i wiedziałam,że chłopak jest po drugiej stronie- Nie udawaj, że mnie nie sły...- rzekłam, ale mi przerwał.
                    -Lena, nie masz z nikim się w nikim zakochiwać. Nie możesz... To nie jest z pewnością dla ciebie- rzekł stanowczo, ale w jego głosie mogłam wyczuć nutkę zaniepokojenia.
                    -Czemu? Nie znasz ich...- powiedziałam zrezygnowana. Kim on był aby mógł mi cokolwiek zakazywać?
                   -No właśnie dlatego!- krzyknął.- Po prostu boję się o ciebie...- rzekł zrezygnowany.
                  -Nie masz o co..., ciocia tu jest, a ja jestem przecież ostrożna- powiedziałam smutno.
                   -Powiedziałem nie! To jest moje ostatnie słowo na ten temat!- krzyknął wkurzony.
                   -Kim ty jesteś, że możesz mi rozkazywać? Nawet ich nie znasz...- załkałam .On nigdy tak się nie zachowywał. Co się z nim stało?
                   -Jestem do cholery twoim bratem! To, że ich nie znam nie zwalnia mnie z obowiązku pilnowania ciebie! Nie pamiętasz co się ostatnim razem stało gdy spotkałaś na swojej drodze faceta? To ci przypomnę, zgwałcił cię, a potem zostawił porzuconą na chodniku, gdyby nie jakiś przechodzeń byś już dawno nie żyła! A tobie jeszcze za mało?! Nikt normalny nie chcę pakować się w kolejne gówno! Nie znasz tych chłopaków i nie wiesz jakie myśli chodzą im po głowach! Dlatego zakazuję tobie spotykania się którymkolwiek z nich. Gdy poznasz kogoś innego chcę jego dane personalne i zdjęcie. Zrozumiano? Lena do cholery mówię do ciebie. Lena!
                    -Jak ty możesz?- załkałam.
                    -To jest koniec rozmowy. nie mam ochoty już z tobą gadać. Cześć-rzekł zbulwersowany i po chwili się rozłączył. Odłożyłam telefon na stolik i spojrzałam zrezygnowana na sufit. Dlaczego tak mi powiedział? Czemu mi zakazał się z nimi spotykać? Nic o nich nie wie...Dlaczego takie rzeczy zdarzają się tylko mnie? To niesprawiedliwy podział kar i niesprawiedliwości. Inni mogą robić co chcą, a mnie życie ogranicza..., powoduje, że mam jego dosyć.Czemu nie pozwala mi samej podejmować decyzji? Po co inni robią to za mnie? Tym razem musi to się zmienić... To ja dokonam wyboru, który będzie według mnie najlepszy. To moje życie, a ode mnie jedynie zależy co z nim zrobię. Zrobię na złość Liam'owi, tak aby wiedział, że się myli. Wszyscy sądzą, że jestem bezsilna- to widocznie jeszcze mnie nie poznali...
                  Wstałam i poszłam do łazienki, aby uszykować się do pracy. Gdy zeszłam na dół ciocia akurat robiła omlety.
                  -Witaj, kochanie..., właśnie miałam ciebie obudzić. Masz pół godziny, bo inaczej się spóźnimy. Tylko pamiętaj żebyś słuchała Harry'ego, on ci pomoże- powiedziała z powagą ciotka. Teraz niby komu mam wierzyć. Chyba tym razem posłucham Dorothy, bo Liam już przesadził.
                  -Taaa..., bez różnicy- mruknęłam i przeżułam niechętnie jedzenie.
                  -No to co ci dolega?- zapytała, opierając się o blat stołu- Przecież ślepa nie jestem.
                  -Nie będę kłamała, że wszystko jest okey, ale nie mam zamiaru zwierzania się komukolwiek- rzekłam wkurzona. Widziałam, że ciocia chciała coś powiedzieć, ale tylko pokiwała głową i odeszła do sypialni. Gdy zjadłam, umyłam talerz i poszłam do mojego pokoju po torbę i zeszłam na dół. Dorothy siedziała już w swoim aucie, gdy wsiadłam od razu ruszyła. Po drodze obserwowałam dzieci idące na zakończenie roku szkolnego, inni za to szli z ręcznikami i innymi plażowymi akcesoriami. Niektórzy chodzili po sklepach, a ja jechałam do pracy, która coraz mniej mi się podobała. W dodatku byłam daleko od mojego miejsca zamieszkania i ludzi których znam.
                  Niedługo potem, staliśmy przed bramą parku. Ciocia poinformowała mnie, że mam zgłosić się do Harry'ego, który będzie stał przy sklepiku z pamiątkami. Gdy w końcu Dorothy zostawiła mnie samą, udałam się rozpocząć pracę. Gdy w końcu za pomocą mapy doszłam do miejsca w którym miałam się spotkać z chłopakiem. W oddali zauważyłam niebieski uniform oraz założoną na loki- błękitną czapkę z daszkiem. W słoneczne dni, takie jak dziś, jego oczy świeciły żółtawą poświatą, co sprawiało, że uginały się pode mną nogi.
                 -Hej- przywitał mnie z uśmiechem zielonooki- Gotowa na dzisiejszy dzień pełen roboty?- zapytał.
                 -Chyba tak- powiedziałam zrezygnowana. Ostatnie na co mam ochotę to teraz tutaj pracować.
                 -Gdy będziesz się tak dzisiaj zachowywała to wszystkich odstraszysz- rzekł z błyskiem w oku- Tak w ogóle, dziewczyny muszą mieć związane włosy- powiedział i ściągnął ze swojego nadgarstka gumkę i podał mi ją. Wzięłam ją niepewnie i związałam swoje włosy w kucyk. Czułam na sobie jego wzrok, ale starałam się tego nie okazywać.
                  -Teraz jest dobrze- rzekł z uśmiechem i połaskotał mnie na brzuchu. Od razu przez głowę przeleciały mi okropne obrazy z przerażających przeżyć, które poczułam na swojej skórze. Od dawna nikt mnie tak nie dotykał. Mój brat i tata, jedynie mnie przytulali oraz całowali w czoło lub policzek. Tym razem to było coś nagłego, nieczułego... przerażającego. Skuliłam się pod ścianą i zasłoniłam dłońmi oczy, czułam jak po moim policzku spływają pojedyncze łzy. Usłyszałam jak Harry coś do mnie mówi, a potem poczułam jak dotyka mojego ramienia.
                  -Lena? Co się stało?- zapytał pełnym obawy głosem i potarł moje ramiona. Teraz przeszedł przeze mnie dreszcz i odepchnęłam go od siebie.
                  -Błagam..., nie..., nie rób mi nic- załkałam i objęłam rękoma nogi- Ja ci nic nie zrobiłammmm..., przepraszam. Jeśli coś ci się nie spodobało- teraz już nie mogłam powstrzymać swoich emocji.
                  -Lena..., o czym ty mówisz? Co ja ci zrobiłem? Przecież ja nie chciałem tobie nic złego zrobić- mówił głosem pełnym smutku i obawy- Ja tylko ciebie dotknąłem, o co..- rzekł cicho, ale ja mu przerwałam.
                  -Błagam..., już więcej mnie nie dotykaj- powiedziałam ostrzej niż zamierzałam. Spojrzałam w jego oczy i zobaczyłam, że nie wie o co chodzi - Ty nic nie rozumiesz i nigdy nie zrozumiesz, ale proszę uszanuj moją decyzję- powiedziałam i spuściłam głowę, ocierając wierzchem dłoni łzy. Poczułam jak chłopak mi się przygląda i patrzy na mnie tym swoim pełnym troski, wzrokiem. Po chwili głośno westchnął i wstał.
                   -Okey, jak będziesz chciała to mi sama powiesz, ale przyrzekam, że postaram się ciebie nie dotknąć dopóki sama mi na to nie pozwolisz. Niestety teraz musimy do roboty, bo wywalą nas oboje, a nie wiem jak ty, lecz ja potrzebuje kasy- powiedział, a ja czułam jak się uśmiecha. Wstałam i podążyłam za nim.
Szedł bardzo pewnie, co chwilę mówił do kogoś cześć, albo podawał komuś jakieś instrukcje. Co parę sekund spoglądał na mnie jakby bał się, że popełnił jakiś błąd lub mnie zgubił. W końcu stanęliśmy przed srebrnym budynkiem, który zasłaniały drzewa. Trochę się przestraszyłam, co on chciał tu robić? Dlaczego mnie tutaj przyprowadził. Od razu zrobiło mi się chłodno i potarłam dłońmi ramiona. Chłopak spojrzał się na mnie i uśmiechnął się lekko.
                    -Teraz będziemy musieli posortować ryby, a następnie umyć podłogę, zamieść chodniki, umyć wiadra i tego typu rzeczy oraz uzupełnić zapasy lodów i pluszaków. Na koniec nakarmimy delfiny- rzekł z uśmiechem. Powiedział to tak jakby była to najłatwiejsza i najzwyklejsza rzecz na świecie. Samoczynnie rozszerzyłam lekko usta, gdy Harry to zauważył uśmiechnął się do mnie i uniósł kciuk do góry starając się mnie pocieszyć. Od razu zamknęłam usta i pokiwałam głową. Tak więc weszliśmy do budynku. Unosił się tam bardzo wyraźny zapach ryb, gdy weszliśmy do jednego pomieszczenia, zobaczyłam wielki stos różnego rodzaju ryb. Harry dał mi rękawiczki i wytłumaczył mi, że mamy do posortowania cztery rodzaje ryb i pokazał mi jak je odróżniać. O godzinie 10:00 rozpoczęliśmy nasze zajęcie, już po pół godzinie miałam dosyć, a nie zrobiliśmy nawet jeszcze ćwiartki.Spojrzałam na Harry'ego, który przestał pracować i patrzał się na mnie bezczelnie patrzeć.
                  -Ja nie mam zamiaru sama tylko pracować- powiedziałam, wkładając śledzie do skrzynki.
                  -Widzę przecież, że już masz dosyć- powiedział i uśmiechnął się do mnie. Podszedł do mnie i wyjął mi z ręki rybę i spojrzał mi głęboko w oczy. Staliśmy tak około 20 sekund, aż w końcu Harry odsunął się ode mnie, a ja wzięłam głęboki wdech. Zorientowałam się, że przez ten cały czas wstrzymywałam powietrze.
                  -Idź teraz coś zjeść, a ja to dokończę- powiedział i wziął się do pracy.
                  -Ale przecież miałam to robić z tobą..., nie dasz radę tego wszystkiego sam zrobić- rzekłam z przekonaniem. Może i był dobrze zbudowany i miał pewnie o wiele więcej siły ode mnie, ale tej roboty było za dużo.
                  -Widać, że mnie nie znasz- rzekł do mnie i rzucił we mnie dorszem- Dalej zmykaj, bo dostaniesz następną- rzekł, a gdy miał już we mnie rzucić uciekłam z piskiem. Uciekłam do tutejszej restauracji i zamówiłam zapiekankę i dużą porcję frytek. Od tego wszystkiego zrobiłam się głodna. Usiadłam przy stoliku i zaczęłam spożywać jedzenie. Nagle spostrzegłam wchodzący pluszak zielonej żaby.


 Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam jak z przebrania wychodzi znany mi chłopak- Niall. Pokiwałam do niego, a on podszedł do mnie i przysiadł się.
                 -Co ty tu robisz?- zapytał mnie, odkładając twarz żaby na krzesło obok.
                 -obecnie mam przerwę, ale ogólnie od dzisiaj tu pracuję- powiedziałam uśmiechnięta.
                 -Naprawdę? To będziemy się codziennie widzieli- rzekł z entuzjazmem- Jak widzisz ja też tu pracuję- wskazał na swoje przebranie- Nienawidzę tej roboty..., muszę chodzić w tym idiotycznym przebraniu w takie dni jak te i smażyć się od środka oraz nie mieć czym oddychać oraz wysłuchiwać głupich porad od szefowej i otrzymywać marną wypłatę- powiedział zrezygnowany i poirytowany. Spojrzałam na niego i zaczęłam się śmiać.
                 -To dlaczego tu pracujesz?- zapytałam.
                 -Hmmmm..., no jedynym plusem jest to, że mogę zabawiać dzieci, a ja uwielbiam dzieci- powiedział ze śmiechem- Nooo i..., dlatego też, że mogę spotkać tutaj wiele ładnych i miłych dziewczyn- rzekł i spojrzał się na mnie znacząco. Zaczerwieniłam się i odwróciłam głowę.
                 -Ale wyglądasz w tym uroczo- zaśmiałam się i kontynuowałam jedzenie. Niall westchnął i rzucił we mnie frytką- Nie wiem, czy wiesz, ale faceci nie lubią jak nazywa się ich uroczymi. Nas nazywa się męskimi i w ogóle- powiedział poważnie i wyprostował się dumnie.
                 -No dobrze panie męski i w ogóle- powiedziałam jego głosem, na co oboje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem śmiechem.Ten chłopak zawsze potrafił mi poprawić humor. Gdy zjadłam mój posiłek, Niall opowiedział mi o swojej pracy i najśmieszniejszych jego wpadkach. Co chwilę się śmiałam. Niall był niesamowity! Nagle spojrzał się poważnie na mnie i podparł dłonią głowę.
                 -Pięknie wyglądasz gdy się śmiejesz- rzekł i uśmiechnął się do mnie. Spuściłam głowę i się zarumieniłam- Oraz gdy się rumienisz- zaśmiał się.
                 -Lena?- usłyszałam za sobą ochrypły głos. Odwróciłam się i ujrzałam zmierzającego do nas Harry'ego. 
                 -Oooo, Harry, właśnie miałam iść do ciebie- powiedział i się uśmiechnęłam- Rozmawiałam z Niallem- wskazałam na niego- Harry to jest Niall, Niall to jest...- zaczęłam ich sobie przedstawiać, ale blondyn mi przerwał.
                -Taaa, my się znamy- powiedział poważnym głosem i spojrzał groźnie na Harry'ego.
                -Oooo..., to świetnie...-rzekłam niepewnie- To może usiądziesz i...- powiedziałam, ale Harry spojrzał na mnie powaznie i pokręcił głową.
                -Nie. My musimy pracować. Teraz już musisz iść- powiedział i wskazał mi ręką na drzwi.
                -No dobrze..., to co będziemy robić?- zapytałam aby rozluźnić atmosferę, gdyż czułam, że była napięta pomiędzy chłopakami.
                -Teraz nakarmimy delfiny- powiedział zielonooki.
                -Okey...., to wtedy..., pa Niall- wstałam i pokiwałam do chłopaka, który nadal wpatrywał się w Harry'ego.
                 -Hej- powiedział cicho. Odwróciłam się na pięcie i poszłam za Harry'm. 
                 -Stójcie!- krzyknął za nami Niall- Idę z wami..., i tak skończyłem już robotę, więc co za różnica- uśmiechnął się do mnie i wyszliśmy z restauracji.Harry omiótł go wzrokiem, ale nic nie powiedział. Gdy doszliśmy do dużego basenu z trzema delfinami chłopacy zatrzymali się i oboje uśmiechnęli się do mnie.
                  -Lena, mogłabyś pójść do magazynu i przynieść dwa wiadra śledzi?- zapytał, na co ja skinęłam głową i odeszłam. Na stole stały wiadra, więc wzięłam je do ręki. Gdy je chwyciłam, ugięłam się trochę pod ich ciężarem, ale szłam dalej. Gdy już wychodziłam z zarośli, zauważyłam jak Harry trzymał mocno za białą koszulkę Niall'a. Coś szepnął mu do ucha, na co ten odpowiedział mu na tyle głośno abym usłyszała:
                  -Ty także co innego obiecywałeś. Jeśli on o tym się dowie to będziemy mieli przechlapane- rzekł z gniewem.
                  -Myślisz, że ja się go boję? Jeśli ty tak, to lepiej uciekaj, a do niej się nie zbliżaj- powiedział tak, że aż mną wstrząsnęło. O kim oni mówili? Gdy wyszłam zza krzaków, obydwoje mnie zauważyli i odskoczyli od siebie. Niall podbiegł do mnie i odebrał ode mnie wiadra. Następnie Harry pokazał mi jak karmić delfiny, a następnie sama tego spróbowałam. Te zwierzęta były naprawdę wspaniałe. Nagle usłyszałam jakiś piskliwy głos. Odwróciłam się i zauważyłam zmierzającą w naszym kierunku dziewczynę, blondynkę o średnim wzroście i machającą do nas. 
                  -Hej!- powiedziała gdy podeszła do nas.
                  -Laurel!- odpowiedział Harry i uściskał ją. Nie wiem dlaczego, ale w sercu coś mnie zakuło, poczułam żal, ale nic nie powiedziałam. Niall także ją przytulił, a ja tam stałam jak ostatnia idiotka.
                  -A kto to?- zapytała swoim piskliwym głosem.
                 -Lena...., poznaj Laurel. Laurel to jest Lena- przedstawił nas sobie Harry.
                  -Cześć- rzekłam i podałam jej dłoń.
                  -Hej- rzekła i zmierzyła mnie wzrokiem, przez co się zarumieniłam. Jednak nie postanowiła dłużej mi się przypatrywać i zaczęła rozmawiać z chłopakami. Natomiast ja dalej karmiłam delfiny, które co jakiś czas chlapały mnie wodą i piszczały. Słyszałam jak Harry i tamta dziewczyna z czegoś się śmieją. Nie było to zbyt przyjemne, ale zostało mi niewiele ryb, dlatego postanowiłam zrobić co miałam i odejść od nich.
                  -Coś się stało?- spytał mi się Niall, podchodząc do mnie i spoglądając mi w oczy.
                  -Nie..., nic mi nie jest, po prostu..., jestem zmęczona- skłamałam. Niall chyba to wyczuł i podniósł jedną brew. W tym momencie usłyszałam głośny śmiech Harry'ego i natychmiastowo zostałam wepchnięta do wody. Zanurzyłam się pod wodą. Zaczęłam bezskutecznie machać nogami, ale nic to nie dało... Coraz byłam głębiej pod wodą. Przecież ja nie umiałam pływać! Gdy już sądziłam, że nikt mnie nie uratuje, a przed oczami zaczęły mi się pojawiać czarne plamki, ktoś objął mnie mocno za ramiona i wyciągnął z wody. Na ziemi zaczęłam się krztusić. Zobaczyłam, że chłopak w białej koszulce obejmuje mnie ramieniem i coś szepczę do ucha. Gdy już się otrząsnęłam po całym zdarzeniu, zobaczyłam, że chłopak, który mnie uratował i obejmował to Niall. Odepchnęłam go od siebie.
                  -Lena, to nie ja...-rzekł blondyn.
                  -Odwal się- powiedziałam wkurzona- To ty mu na to pozwoliłeś!- krzyknęłam i wskazałam na bladego Harry'ego. Podeszał do zielonookiego i uderzyłam go w pierś.
                  -Dlaczego mnie wrzuciłeś do wody?!- krzyknęłam zirytowana.
                  -Ale ja nie wiedziałem...., to miał być żart- powiedział bezradnie.
                  -Żart?!- wrzasnęłam- Nie pomyślałeś o tym, że nie umiem pływać i mogę utonąć?! Gdzie ty w ogóle masz mózg?! Czy ty oszalałeś? Prawie przez ciebie utonęłam!!!- wrzasnęłam, popychając go z całej siły, tak, że upadł na ziemię. Spojrzał zdezorientowany na mnie i starał się przeprosić mnie swoimi pięknymi oczami. Tego to już za wiele. Nagle podeszła do niego Laurel i pomogła mu wstać.
                  -On nie chciał!- krzyknęła na mnie- Nic ci sie przecież nie stało!- krzyknęła i spojrzała na mnie pełnym zdenerwowania wzrokiem.
                 -Nie chciał?! Nic mi się nie stało?!- wrzasnęłam ze łzami w oczach- Ty suko! Ty zdziro! Co ty w ogóle wiesz?- zapytałam ją i popchnęłam ją tak, że upadła z hukiem na trawę.
                 -Ałaaa- załkała i spojrzała na swój łokieć- Czy ty oszalałaś. Nagle ktoś złapał mnie za ramiona.
                 -Lena, uspokój się- rzekł Niall- Oni zrobili źle, ale nie musisz nikogo popychać- powiedział spokojnie. Opuściłam zrezygnowana ręce i zaczęłam płakać.
                  -Już ciiii...- zaczął mnie pocieszać Niall, jednak zapomniał, że ja na to się nie nadawałam.
                  -Nie!- krzyknęłam, za razem płacząc- Odejdźcie wszyscy...- załkałam. Niall chciał mnie objąć, ale ja go odsunęłam i spojrzałam w oczy Harry'ego, który spoglądał na mnie wzrokiem pełnym smutku i wyrzutów sumienia- Myślałam, że jesteś inny- powiedziałam do niego,odwróciłam się na pięcie i odeszłam. nie obchodziło mnie czy skończyłam pracę, czy nie...., nieważne. Chciałam wracać do domu. Spojrzałam na zegarek i obliczyłam, że zostały mi jeszcze 3 godziny pracy, no cóż..., najwyżej będę zwolniona po pierwszym dniu pracy. Nie miałam zamiaru czekać na ciocię, która odwiezie mnie do domu, więc postanowiłam pójść na piechotę. 
                   Czemu ja zawsze muszę dostawać cios prosto w serce, od osób, po których bym tego się nie spodziewała?
                   Jak widać życie nie raz próbuję cię otruć twoim jedzeniem...
________________________________________________________________________________
           Spoglądałem jak Lena odchodzi. Byłem takim idiotą! Czemu ja to zrobiłem? Gdy tonęła..., moje życie nagle stanęło w miejscu, a łzy same napłynęły do moich oczu... Mogłem przecież ją zabić... Dziewczynę, która tak wiele skrywa, a zarazem potrzebuję pomocy. "Myślałam, że jesteś inny"- wspomniałem słowa Leny. Ja też tak myślałem.... Widocznie jeszcze muszę się wiele nauczyć o sobie i... uczuciach.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej wszystkim! Mam nadzieję, że rozdział ciekawy. 
Teraz zaczynają się rozterki pomiędzy Harrym, a Niallem....
Biedna Lena... :((( 
Za nie długo mam ferie, więc w drugim tygodniu ferii powinno pojawic się więcej rozdziałów.
Dzięki, że jesteście!!! :*****

Czytasz----------> komentuj

Dusia :888
P.S. Na górze znajduję się playlista. Możecie jej słuchać, gdy czytacie :*


               

sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 4

Rozdział 4- Nowa praca


               Wszystko od razu pociemniało. Coś dotknęło mojej nogi, to coś było zimne i ohydne. Pisnęłam ze strachu. Rozglądałam się, ale nic nie widziałam. Nagle coś zaśmierdziało i stawało się coraz bardziej wyraźne. Wtem zobaczyłam dwa czerwone punkty, które coraz bardziej się do mnie zbliżały... Nagle to coś stanęło ok. 3 metry ode mnie. Ze strachu nie mogłam oddychać, ani się poruszyć...
               -Witaj Eleno- powiedział ochrypły i straszny głos- Ile to już czasu minęło, od naszego spotkania?
Pewnie mnie nie kojarzysz, ale za to ja ciebie pamiętam- powiedział i poczułam jak się lekko uśmiechał. O czym on mówi? Skąd ja mam go niby znać?! Skąd on mnie zna? Kim on jest?
               -Kim ty jesteś? Gdybyś mnie naprawdę znał, wiedziałbyś, że mam na imię Lena, a nie Elena- powiedziałam wkurzona.
                -Owszem Leno..., teraz masz tak na imię, ale dla mnie zawsze pozostaniesz nieposłuszną Eleną- powiedział z powagą. Czemu miałabym mu niby uwierzyć?
                -Ale kim jesteś?- teraz pytałam już piskliwie.
                -Moja droga..., ty zawsze należałaś do mnie. To, że mi tobie odebrano to nie znaczy, że ciebie nie pamiętam... W umowie nie było mowy o tym ,że nie mogę do ciebie przychodzić we śnie. To, że oni dali tobie szansę na zwyczajne życie nędznego człowieka, nie znaczy, że i ja na to pozwolę- rzekł.
               -O jaką umowę tobie chodzi? Kim są oni? Ja niczego nie rozumiem...- załkałam bezradnie. Czemu życie stawia mnie w takich beznadziejnych sytuacjach? Co ja mam zrobić?
                -Nie martw się... Wszystko układa się tak, że spotkasz osoby, które ci to wszystko wytłumaczą, a które niekoniecznie nie są tymi za których się uważają... Lepiej uważał... zło nigdy nie śpi- powiedział dumnie. Teraz to już nic nie rozumiałam...
                -Proszę powiedz mi... Wytłumacz o co tobie chodzi...- powiedziałam i zaczęłam za nim biec, bo on coraz bardziej zaczął się ode mnie odsuwać. Teraz już rzuciłam się biegiem, aby go dogonić.
                -Błagam..., powiedz mi- dyszałam ciężko-Proszę- rzekłam. Ale on już zniknął. Zaczął wiać ostry i silny wiatr. Upadłam na kolana i zaczęłam zalewać się bezradnie łzami. Nagle cos mnie mocno uderzyło i kopnęło. Zaczęłam skądś spadać, moje nogi bezwładnie spadały, a moje płuca całe się paliły. Ostatnie co pamiętam to mój przeraźliwy krzyk...
                Obudziłam się cała zlana potem, ze łzami spływającymi po policzku i w pomiętej pościeli. Głośno wciągnęłam powietrze i usiadłam. Serce biło mi jak oszalałe... Ile tego jeszcze? Rozejrzałam się zmęczona po całym pokoju i nagle ujrzałam w rogu pokoju jakąś postać. Przestraszona podniosłam się na rękach i przetarłam oczy..., to coś nadal tam było...Zaczęłam głośno oddychać i łkać. Nagle postać się zbliżyła i widziałam, że jest w długim płaszczu, jego oczy świeciły czerwienią.
               -Witaj- rzekł głębokim głosem- Wiele się nie zmieniłaś. To jednak prawda, że nic nie pamiętasz...- powiedział, ale ja już chwyciłam za przycisk od lampki nocnej i ją zapaliłam . Spojrzałam w miejsce gdzie stał ktoś, ale jego już tam nie było. Z westchnieniem opadłam głową na poduszkę. Teraz to już mam zwidy... Może naprawdę jestem chora psychicznie? Podeszłam do okna i je otworzyłam. Wciągnęłam ciepłe, lecz rześkie nocne, morskie powietrze. Oparłam głowę o szybę i zalałam się łzami. Gdziekolwiek będę to i tak koszmary nocne, strach i inne złe rzeczy mnie nie opuszczą. Wszyscy się mylą, myśląc, że są w stanie mi pomóc... Mi już się nie da pomóc... Za późno...
               Zbudziłam się przy otwartym oknie i pierwszych promieniach słońca, które ogrzewały moją twarz. Świetnie! Spałam przy otwartym oknie. Jeszcze brakuje mi przeziębienia...Wstałam i pokierowałam się do szafy z ubraniami i wyjęłam z niej jakieś rzeczy i poszłam pod prysznic. Po 20 minutach zeszłam na dół na śniadanie. Okazało się, że była dopiero 9:00 rano, ale ciocia była już dawno na nogach.
               -Ooo, Lena ty już na nogach?- zapytała ze zdziwieniem ciocia.
               -Taaak, nie mogłam spać- powiedziałam zaspana.
               -Coś się stało?- zapytała ze strachem ciocia. Jeszcze by tego brakowało, żebym się jej ze swoich zmartwień spowiadała.
               -Nie..., nic- powiedziałam i spuściła wzrok kierując się do kuchni. Wiedziałam, że mi nie uwierzyła, ale nie pytała o nic więcej. Chociaż na tyle dobrze... Podeszła do mnie i oparła się o blat stołu, gdy robiłam sobie płatki.
               -Za pół godziny jadę do pracy..., pomyślałam, ze może byś chciała tam popracować..., wiesz żeby poznać osoby, miejsca. Jeśli nie chcesz to nie mus...- powiedział delikatnie, ale ja jej przerwałam.
               -Gdzie pracujesz- zapytałam, chociaż doskonale wiedziałam.
               -Noooo, yyy...., w parku wodnym, nieopodal. To jakieś 10 minut drogi stąd. Dostarczam tam ryby i zajmuję się niektórymi zwierzętami wodnymi- powiedziała.
               -Dobrze, z chęcią zobaczę jak tam jest, apotem się zastanowię, czy chcę tam pracować- odpowiedziałam i kontynuowałam robienie kanapek.
                -Naprawdę?! Och, to wspaniale. Powinno ci się tam spodobać. Niall pracuję tam, jako animator i przebiera się za różne postacie, aby zabawiać dzieci. Znam tam prawie wszystkich i naprawdę jest tam wiele miłych osób..., chłopców przystojnych też nie brakuje- rzekła z uśmiechem i wyszła do łazienki. Oparłam się o blat stołu i się lekko uśmiechnęłam. Jeżeli Niall tam będzie, to w porządku. 20 minut potem siedziałam już w służbowym, białym aucie cioci. Było straszliwie gorąco, w aucie nie było się w stanie usiedzieć. Gdy już miałam z niego wysiąść ciocia wsiadła i ruszyłyśmy do nowej pracy. Po drodze mogłam po jednej stronie oglądać piękny ocean, a po drugiej czystą i wspaniałą rzekę..., może tutaj wcale nie było tak źle...Niedługo potem byliśmy przed dużą bramą Sea World. Gdy wysiadłyśmy z auta musiałam pomóc cioci z wielkimi kartonami i skrzyniami, które musiała tam dostarczyć. Po drodze prawię się wywaliłam, bo wszędzie biegały krzyczące i agresywne dzieci, które przyjechały tutaj ze swoimi rodzicami. Ciocia otworzyła drzwi na zaplecze, gdzie było dwóch ciemnoskórych mężczyzn w niebieskich uniformach.
                -Josh, Michael, pomóżcie nam-rozkazała ciocia, a oni natychmiastowo wzięli ode mnie i od Dorothy pakunki śmierdzących ryb.

http://www.divingthegoldcoast.com.au/images/seaworld/sw_Aerial_01_72dpi.jpg

                Jaką ona ma nad nimi władzę, że oni ją słuchają. Ciocia zaprowadziła mnie do biura kierowniczki całego parku i zapukała energicznie do drzwi.Usłyszałyśmy głośne proszę i weszłyśmy do środka. Na obracanym krześle siedziała ciemna blondynka z kucykiem na głowie, miała także dość mocny makijaż i kolorową sukienkę do kolan z dużym dekoltem. Gdy spojrzałam na jej twarz zauważyłam, że się do mnie uśmiecha. Miała pewnie około 45 lat, ale wyglądała na 35. Wyglądała na naprawdę miłą i szczerą osobę, dawno takiej nie widziałam...
                -Witam, proszę usiąść- powiedziała bardzo łagodnym, ale stanowczym głosem i wskazała na krzesła. 
                -Dzień dobry, Mirando- rzekła ciocia i popchnęła mnie lekko do przodu.
                -Dlaczego widzę ciebie dzisiaj tutaj?- zapytała Dorothy- Czy coś się stało- spytała się.
                -Nie, skąd, że..., przedstawię ci moją siostrzenicę- Lenę- wskazała na mnie, a Miranda spojrzała się na mnie tak, jakby dopiero mnie zauważyła.
                -Dzień dobry-powiedziałam lekko przestraszona i podałam jej rękę.
                -Witaj dziecko- przywitała mnie i uścisnęła mocno moją rękę i spojrzała pytającym wzrokiem na ciotkę.
                -Lena przyjechała do mnie i pomyślałam może żeby tu pracowała. Jest bardzo uczynna i chciałaby tu pracować.
                -Ile masz lat?- spytała się mnie.
                -Mam siedemnaście lat- powiedziałam cicho. Widziałam jak Miranda, marszczy czoło i nad czymś się zastanawia.
                 -Hmmm... ,tak się składa, że akurat szukamy nowego pracownika, lecz muszę jeszcze porozmawiać z twoją ciocią, pozwolisz?- zapytała mnie na co ja wstałam z krzesła i udałam się do drzwi, odwróciłam się, a ciocia przytaknęła mi głową. Wyszłam  na biały korytarz, gdzie stały 3 krzesła. Usiadłam na jednym i zaczęłam skubać nitki moich postrzępionych szortów. nagle coś huknęło i zauważyłam wchodzącego do budynku starszego mężczyzna w zszarzałym ubraniu służbowym. Wyglądał na bardzo wkurzonego, nagle spojrzał się na mnie.
                 -Na co się gapisz gówniaro?- zapytał.Gdy już miałam mu odpyskować to poszedł. Uuuu..., jak tutaj milutko. Normalnie tym facetem mogłabym słodzić herbatę...
                 -Możesz wejść, Lena!- zawołała mnie ciotka. Gdy weszłam do gabinetu, Dorothy coś podpisywała uśmiechnięta, a kierowniczka mnie obserwowała.
                 -Chciałbyś tu pracować?- zapytała mnie Miranda.
                 -Taaak, oczywiście. Inaczej bym tu nie przychodziła- powiedziałam z udawanym uśmiechem.
                 -To wspaniale. Właśnie zostałaś przyjęta- jako pracowniczka na okres próbny- powiedziała z łatwością. Nie wierzę! Naprawdę? 
                 -Um..., to super- powiedziałam i zastanawiałam się co mam dalej zrobić.
                 -Za 5 minut zostaniesz oprowadzona przez jedną z pracownic i ona wytłumaczy tobie co i jak. mam nadzieję, że nie będę żałowała swojej decyzji przyjęcia ciebie tutaj.
                 -Postaram się pani nie zawieść- powiedziałam najmilej jak potrafiłam.
                 -Dobrze, ja teraz muszę wracać do pracy. Gdybyś czegoś potrzebowała zawsze możesz tutaj wpaść- rzekła uśmiechnięta i wróciła do swojej pracy. Gdy się pożegnałyśmy, zatrzymałam się i przytuliłam ciocię.
                 -Dziękuję-powiedziałam i lekko się do niej uśmiechnęłam.
                 -Nie ma za co. Na pewno ci się tutaj spodoba- powiedziała- Teraz idź- popchnęła mnie do przodu. Gdy doszłam do głównych kas zauważyłam machającą do mnie blondynkę, mniej więcej w moim wieku.
                 -Hej, jestem Sophie- powiedziała i podała mi swoją drobną dłoń.
                 -Cześć, ja jestem Lena. Ty masz mnie oprowadzać?- zapytałam niepewnie.
                 -Tak. Wszystko tobie pokażę. Nie martw się, tutaj dużo się dzieję- powiedziała i wzięła mnie pod rękę. Po kolei pokazywała mi wszystkie atrakcje, baseny z delfinami i innymi zwierzętami morskimi. Z tego wychodzi, że ja na razie muszę się zajmować sprzątaniem, sprzedawaniem lodów, staniem w kasach i tego typu rzeczami. Nie jest źle... Oprowadzanie zajęło mnie zajęło mniej więcej 2,5 godziny. Potem poszłyśmy kupić sobie chłodne napoje, a Sophie o wszystkim mi opowiadała. Była naprawdę miłą dziewczyną, a w szczególności bardzo ładną. Chciałam, aby została moją przyjaciółką.
                 -Będziesz miała osobę, która ci we wszystkim pomoże i będzie ciebie trochę pilnowała i będziesz do niej składała wszystkie swoje pytania- powiedziała Sophie.
                 -A kto to będzie?- zapytałam zdziwiona.
                 -Za chwilę zobaczysz- rzekła z radością. Gdy doszłyśmy do jednego z większych basenów z delfinami, zobaczyłam chłopaka ubranego w niebieski uniform i karmiącego delfiny. Kogos mi przypominał...
                 -Hazza!- krzyknęła Sophie. Nieznajomy odwrócił się uśmiechnięty. Spojrzał wesoły na dziewczynę, a potem na mnie.... Serce mi stanęło, gdy zobaczyłam znajomego mi chłopaka. Czułam jak nogi mi się trzęsą, a z twarzy zeszły mi wszystkie kolory. Chłopak stanął jak zamurowany i bezczelnie się na mnie gapił, staliśmy tak około minuty, aż Sophie spytała się o co chodzi. Wtedy chłopak podszedł bliżej nas i się uśmiechał, tym swoim niebiańskim uśmiechem.
                 -Będziesz ją miał pod opieką i zaopiekujesz się nią gdyby coś było nie tak, dobrze?- zapytała Sophie- To twoje nowe zadanie od kierowniczki- Moja droga, to jest...- rzekła, lecz zostało jej przerwane.
                  -Harry- powiedział chłopak swoim ochrypłym głosem i podał mi swoją dłoń. 
                  -Lena- odpowiedziałam i uścisnęłam jego rękę. Trzymał ją dłużej niż to normalne, a potem puścił ją, a ja się zarumieniłam, a on wybuchł śmiechem.
                  -No dobra...., nie wiem o co chodzi, ale widać, że Harry jest zadowolony z całej sytuacji- powiedziała z uśmiechem Sophie- Czyli mam rozumieć, ze zaopiekujesz się Leną-zapytała Harry'ego.
                  -Z wielką przyjemnością- rzekł zadowolony z siebie chłopak i spojrzał na mnie, na co ja odwróciłam wzrok w drugą stronę.
                   -To teraz zostawiam was samych-powiedziała blondynka- Do zobaczenia Lena!- rzekła i odeszła. Świetnie! Teraz to już zostałam sam- z nim...
                   -Noooo, to widzę, że spotykamy się ponownie- powiedział Harry- Miło mi ciebie znów spotkać. Skąd się tutaj znalazłaś?- zapytał, a ja spojrzałam się w jego piękne zielone oczy. Nie potrafiłam od nich oderwać wzroku, ale w końcu mi się to udało.
                  -Moja ciocia mnie tu przywiozła. Ona tu przywozi ryby czy coś- powiedziałam kończąc mój (teraz już ciepły) napój.
                  -Dorothy? To jest twoja ciocia?- zapytał z niepokojem w głosie.
                  -Tak, a co?- zapytałam ciekawa.
                  -Nie nic- powiedział ciszej. Teraz już widziałam, że jest zawiedziony i smutny, choć starał się to ukryć-Po prostu..., nieważne- skończył-Cieszę się, że tu trafiłaś- powiedział z lekkim uśmiechem.
                  -Dlaczego?- zapytałam.
                  -Lena! Jedziemy!- krzyknęła do mnie z oddali ciocia.
                  -Muszę już lecieć..., yyyyy, hej- odpowiedziałam ze wstydem i odeszłam.
                  -Do jutra. Nie spóźnij się, zaczynasz o 7:00- rzekł do mnie. Gdy biegłam do cioci , odwróciłam się, ale Harry'ego już tam nie było. Gdy jechaliśmy samochodem do domu ciocia cały czas mi się przyglądała.
                  -Poznałaś go?- zapytała z uśmiechem.
                  -Kogo?- spytałam się, choć wiedziałam o kogo jej chodziło.
                  -Wiesz o kim mówię. Mówiłam tobie, że tutaj są sami przystojniacy. Harry jest ich przewodniczącym- rzekła i się uśmiechnęła- Niestety jest on ciężki do zdobycia, chyba, że jesteś dobra w łóżku, to co innego, ale ty jesteś bardziej rozsądna- powiedziała i kontynuowała jazdę autem.
                   Czy ona zawsze jest taka? Chyba jej nigdy nie zrozumiem. W jednym miała rację, Harry z pewnością był boski, ale na pewno nie chciałabym być jego dziewczyną. Był zbyt arogancki i chodziło mu tylko o seks... nic więcej. Co nie zmieniało faktu, że cały czas o nim myślałam...

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 
                   Patrzyłem jak odchodzi. Nie mogłem uwierzyć, że znów ją spotkałem. Była naprawdę urocza i śliczna. Nigdy bym się nie spodziewał jej właśnie tutaj... Wyglądała na równie zaskoczoną jak ja. Lecz o czymś nie wiedziała... Nie znała prawdy o mnie i moim życiu. Istniał jeden problem..., ja ją skądś znam... Na pewno nie jest przypadkiem, dlaczego akurat jest siostrzenicą Dorothy. Przypomina mi jedną dziewczynę, lecz ja ją tak dawno nie widziałem... To jest prawie niemożliwe, żeby to była właśnie ona... Ale gdyby nawet, to dlaczego ja ją spotkałem, a nie kto inny. Owszem, ostatnie chwilę zapamiętała jedynie dzięki mnie, ale czemu ja? U góry pewnie się ze mnie śmieją, ale moje przeczucie nie daje za wygraną. Muszę się z kimś podzielić tymi obawami... Dłużej nie wytrzymam. Z góry raczej nie dostanę odpowiedzi, ale chyba wiem kogo o to poprosić... Muszę zadzwonić do Niall'a i Liam'a.
                   Jeśli to naprawdę ona i niczego nie pamięta, to znaleźliśmy się w niezłych kłopotach, pomiędzy życiem i śmiercią, a prawdą...

_________________________________________________________________________________
Witajcie! Teraz chyba też wyszło jakoś długie...
Mam parę informacji:
*Dziękuję Pati za natchnienie do rozdziału! Bez ciebie nie było by emocji! Jeszcze raz dziękuję! :****
*Jestem naprawdę szczęśliwa, że jedna z czytelniczek chcę stworzyć grafikę do bloga na stronę główną. Ta osoba wie,że mówię o niej. Dzięki, że jesteś i ci się podoba :***
*Dziękuję także mojej kochanej przyjaciółce- Madzi, która wspierała mnie podczas pisania rozdziału, abym nie była głodna i poczęstowała mnie pysznym ciastem marchewkowym :P Dzięki kochana :***
***
Omg!!! Skąd Harry zna Liam'a? Skąd ją zna? Jakie tajemnice skrywa Harry? Co tak naprawdę kryje się za jej koszmarami i widzeniami nocnymi? Czy Lena jest chora psychicznie?
Boże ile pytań!!!
Nie wiem, kiedy będzie następny rozdział, ale może dopiero pod koniec tygodnia :( Postaram się jak najszybciej napisać...
Czytajcie i komentujcie!!!!
~Dusia :8

czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 3

Rozdział 3- Słoneczna Australia

                 Gdy wysiadłam z samolotu od razu rzucił mi się w oczy wielki napis na kartonie: Tutaj Lena!!! Spojrzałam ze zdziwieniem na machającą do mnie ciotkę i gdy tylko zeszłam ze schodów, ta podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła. Pachniała rybami, książkami i czymś co czułam po raz pierwszy i nie umiałam tego określić, ale był to ładny zapach.
                 -Kochanie! Jak ja długo ciebie nie widziałam.Jak tobie minęła podróż?- zapytała mnie z radością Dorothy.
                 -Taaak, raczej wszystko w porządku- odpowiedziałam niepewnie.Ciocia spojrzała się na mnie i lekko złapała mnie za ramię.
                 -Choć, zabiorę cię do twojego tymczasowego domu. Jesteś na pewno bardzo zmęczona. Na miejscu czeka już na ciebie czysta pościel i nowo wymalowany pokój- powiedziała z uśmiechem. Zaprowadziła mnie do swojego czerwonego Fiata Bravo i wskazała na miejsce pasażera, po czym włożyła samodzielnie wszystkie moje bagaże. Jak na kobietę w starszym wieku  była bardzo silna, wysportowana i rześka. Pewnie liczyła sobie ok.60 lat, ale wyglądała na najwięcej 45 lat.
                 -Na pewno ci się tu spodoba. W końcu to jeden z piękniejszych kontynentów. W dodatku zamieszkasz w jednym z najbardziej urokliwych miejsc- rzekła z uśmiechem ciocia, która jak na mój gust zbyt dużo chwaliła się swoim miejscem zamieszkania. Lecz cóż, będę musiała to jakoś wytrzymać.
                 Ciocia całą drogę gadała o tym jak fajnie się tu mieszka oraz, że do życia tutaj nie będzie mi potrzebny żaden internet, bo jej dom znajduje się nieopodal plaży, przez co jestem wyraźnie zirytowana.
Potem, powiedziała mi coś o jakiejś tymczasowej pracy w parku wodnym, co mnie bardzo zaskoczyło, ale się nie odezwałam.Gdy minęłyśmy dom z dużym drzewem i dziećmi bawiącymi się w ogródku, za chwilę ciocia się zatrzymała i powiedziała, że jesteśmy na miejscu oraz, że zajmie się wszystkimi bagażami. Nie próbowałam jej pomóc, bo wyglądała na o wiele bardziej silniejszą ode mnie. Gdy otworzyła drzwi mieszkania ujrzałam długi korytarz, którym kazała mi pójść, aż doszłyśmy do salonu, który był czysty, lecz zawalony różnego rodzaju figurkami Maryi, Jezusa i tego typu rzeczami. Świetnie! Jeszcze okazało się, że jest wierząca! No, życie co jeszcze wymyślisz?!
                 - Tutaj jest salon, gdzie zawsze przyjmuję gości. Teraz chodź, pokażę tobie łazienkę, jadalnie, kuchnię, twój pokój i spiżarnię- odpowiedziała jakby była przewodniczką. Poszłam za nią najpierw do małej łazienki gdzie była tylko umywalka i toaleta. Następnie udałyśmy się do jasnej, przestrzennej i nowoczesnej kuchnio- jadalni, która swoim wyglądem wcale nie przypominała salonu..., była o wiele bardziej w moim stylu.Dalej poszłyśmy do jej skromnego pokoju wraz z łazienką, a następnie weszłyśmy po schodach na następny długi korytarz z wieloma obrazami krajobrazów, nieznanych mi osób i ZNÓW świętych. Pokazała mi łazienkę, która miała wszystkie możliwe wygody: wanna z hydro masażem, prysznic z radiem, bogato zdobiona toaleta i umywalka oraz cały zestaw białych ręczników. Kolejno pokazała mi rząd  trzech pokoi do których zabroniła mi wchodzić. Trochę mnie to zaskoczyło, ale no cóż..., wolałam chyba nie wiedzieć co tam jest, może jakaś spiżarnia z śmierdzącymi rybami, kolejny pokój z wizerunkami przeróżnych świętych, lub coś jeszcze innego- po tej kobiecie można było się spodziewać wszystkiego!
                  -Proszę Leno, to jest twój pokój- otworzyła mi drzwi i pokazała machnięciem ręki, że mam wejść do środka. Pokój nie był duży, ale za to bardzo przytulny i wyglądał na zadbany. Po prawej stronie była szafa z rozsuwanymi drzwiami i małe biurko. Po lewej stało duże łózko z szafką nocną, a na przeciwko mnie znajdowało się dość duże okno, które wpuszczało dużo światła.
                   -Mam nadzieje, że będziesz się tutaj czuła jak w domu. Jasne - pomyślałam. Jak mam się niby tu czuć dobrze jeśli nikogo tu nie znam, ten dom to jakiś kościół, nie ma internetu, a ciotka do której przyjechałam śmierdzi rybami. Jak tu być szczęśliwym?  Być może Dorothy jest sprawna fizycznie, ale na pewno nie umysłowo.
                   -Tak. Dziękuję- odpowiedziałam cicho - Czy, czy mogłabym się przebrać i odpocząć- zapytałam bo nie wiedziałam co mam powiedzieć gdyż ciotka cały czas się do mnie dziwnie uśmiechała.  To jakaś psychopatka!
                    -U mmm. ., taaak! Oczywiści. Gdybyś czegoś potrzebowała to będę na dole- powiedziała i lekko się do mnie uśmiechnęła i wyszła z pokoju, zamykając za sobą drewniane drzwi. Opadłam zmęczona na łózko i popatrzyłam na sufit, były tam namalowane bardzo starannie różne postacie, jedne starsze, drugie młodsze. Był to bardzo śliczny malunek, lecz postacie po prawej różniły się od tych po lewej, były ona bardziej mroczne, straszniejsze. Gdy bardziej przypatrzyłam się temu dziełu zauważyłam, że wszystkie postacie mają skrzydła- te straszne czarne, a te dobre białe. Naprawdę? Nawet tutaj są jakieś anioły? To już była przesada! Ten dom to jakaś bazylika. Obróciłam się na bok i podeszłam do mojej torby i wypakowałam wszystkie ubrania i inne rzeczy i schowałam je do szafy oraz na biurko. Następnie poszłam do łazienki aby nieco się odświeżyć po podróży. Gdy wróciłam do pokoju od razu położyłam się na łóżko i zaczęłam zastanawiać się co robi teraz mój brat, rodzice... Ciekawe, czy za mną tęsknią? Co teraz robią?
Gdy tak leżałam pomyślałam, że jednak nie jestem zbytnio zmęczona. Postanowiłam więc, że udam się na dół pooglądać tv (bo jak się okazało, jednak takie coś jest w tym budynku). Gdy zeszłam na dół i usiadłam na sofę w salonie i włączyłam telewizję, ciocia przeszła obok mnie is spojrzała się na mnie dziwnie, ale nic nie powiedziała- bardzo dobrze!!! Nagle podeszła do mnie z lemoniadą i słomką i położyła ją na stolik przede mną.
                 -Proszę- powiedziała- Taka jaką lubisz- rzekła i uśmiechnęła się do mnie ukazując rząd białych zębów. Spojrzałam się na nią spode łba zdziwiona.
                 -Skąd ciocia wiedziała, że ją lubię- spytałam i wskazałam na napój.
                 -No wiesz...-zaczęła- Zanim tu przyjechałaś musiałam się dowiedzieć parę rzeczy o tobie- rzekła, jakby nigdy nic.
                 -Ale kto powiedział- zapytałam całkowicie zaskoczona. Czy ona wiedziała wszystko o mnie? Wiedziała, że miałam zaburzenia psychiczne, że zostałam zgwałcona oraz , że nie radzę sobie z życiem? Kto mógł jej to wszystko powiedzieć? Kto tak bardzo mnie nienawidził.
                 -Liam...., twój brat- spojrzała na mnie niepewnie, a gdy zobaczyła mój przestraszony wzrok od razu dodała:
                  -Zrozum..., jemu bardzo zależało na tym abyś do mnie przyjechała, odpoczęła, zapomniała o wszystkim, poznała nowych ludzi i...-gdy miała mówić dalej, ja nie wytrzymałam i krzyknęłam:
                   -Co mam do cholery zrozumieć?! Zostałam tutaj wywieziona, do miejsca, które jest jakimś wielkim zadupiem, a ten dom....to jest jakaś porąbana świątynia! Mój brat wydał wszystkie moje tajemnice nie informując mnie o tym?! Czego ja niby nie rozumiem?! Chyba tego, że muszę spędzać wakacje u jakiejś starej i dziwnej ciotki!- wykrzyczałam jej wszystko w twarz. Nagle zauważyłam w jej oczach łzy. Czy ja ją tak bardzo uraziłam? Co się ze mną dzieje? Wcześniej taka nie byłam... Zakryłam twarz dłońmi i po policzku zaczęły spływać mi łzy. Naprawdę tego żałowałam...
                   -Prze..., prze..., przepraszam... ja, ja ja nie chciałam- załkałam i spojrzałam w oczy kobiety, które były smutne, ale można było w nich zobaczyć zrozumienie i współczucie.
                   -Dobrze dziecko. Ja rozumiem przez co przeszłaś i wiem, że jest tobie ciężko, ale ja naprawdę nie chcę ci zrobić krzywdę. Chciałabym tobie pomóc choć na chwilę o tym wszystkim zapomnieć- powiedziała i uśmiechnęła się lekko i objęła mnie lekko ramieniem i przytuliła. Poczułam się wtedy bardzo dziwnie...Biło od niej bezpieczeństwem i taką dobrocią. Chyba źle ją oceniłam. Spojrzała się na mnie wzrokiem matki i uśmiechnęła się do mnie.
                   -Wypij to- podała mi szklankę- Będzie ci trochę lepiej- wstała i gdy miała z powrotem wejść do kuchni, stanęła i powiedziała z uśmiechem.
                   -Aha. Zapomniałam ci powiedzieć, że za godzinę przyjdzie do nas chłopak, jest mniej więcej w twoim wieku. Malował twój sufit w pokoju. Jest naprawdę miły i.....przystojny- na to się uśmiechnęła- Nie musisz się go bać, ja akurat zadaje się z ludźmi, którzy nic tobie nie zrobią- rzekła- Nie bądź dla niego nie miła. Specjalnie chciał przyjść żeby ciebie poznać- po tym poszła z powrotem do kuchni. Świetnie! Moje szczęście jak widać mnie opuściło... Mam nadzieję, że będzie taki jak opisywała go Dorothy. Gdy w końcu zorientowałam się, że nic ciekawego nie leci w telewizji, udałam się do mojego pokoju. Spojrzałam ponownie na sufit i ciężko westchnęłam. Czy on jest tak samo bogobojny jak ciotka? Jeśli tak to naprawdę nieźle mi się trafiło. Rozczesałam włosy i nałożyłam lekki makijaż. Nie chciałam się przed nikim stroić, ale tak czułam sie po prostu pewniej, zwłaszcza, że ostatnio mam wielkie wory pod oczami oraz suchą i bladą cerę. Gdy już miałam zakładać kolorowe kolczyki na uszy, zadzwonił dzwonek do drzwi, lekko się przestraszyłam, ale po cichu opuściła pokój i nadsłuchiwałam.
                 -Dzień dobry- powiedział męski głos- Czy już jest?- zapytał. Chyba chodziło o mnie... Matko!!!
                 -Ooo! Niall. Tak już jest... Lena, już nie musisz podsłuchiwać- powiedziała. Skąd ona niby o tym wiedziała? Jak na swój wiek pewnie miała dobry słuch... Ale musiała o tym mówić, przy nim? Jak widać tutaj ludzie są bardzo nie wychowani. Cała czerwona zeszłam ze schodów. Czułam się bardzo zawstydzona. Moje nogi ledwo co mnie utrzymywały w pozycji pionowej. Nagle ujrzałam uroczego i przystojnego blondyna..., nie.... On farbował włosy? Pod farbą można było dojrzeć, że jest szatynem. Był naprawdę przystojny..., był dość umięśniony i miał śliczne oczy. Gdy spojrzałam na jego usta zobaczyłam, że wszystkie jego białe ząbki są idealnie wyprostowane- pewnie nosił aparat.
                  -Hej- powiedział i uśmiechnął się do mnie- Jestem Niall- podał mi rękę.
                  -Cześć, Lena- rzekłam i podeszłam do niego podając mu rękę.
                  -Miło mi ciebie poznać- uśmiechnął się- Jak minęła tobie podróż?- zapytał.
                  -Yyyyyy...- zacięłam się- Raczej w porządku- odpowiedziałam skrępowana.
                  -Następnym razem bądź tak odważna i przyjdź, a nie podsłuchuj- przerwała ciotka. Czy ona naprawdę musiała mi to wypominać? Boże jaka ona jest nie wychowana!
                   -Ojjj. Na pewno była tylko ciekawa kto przyszedł- rzekł Niall- Przecież nie codziennie wyjeżdża się na drugi koniec świata, prawda?- zapytał po czym puścił do mnie oczko. Nie wiem dlaczego, ale naprawdę zaczęłam lubić tego chłopaka...Uśmiechnęłam się lekko do niego i powiedziałam niesłyszalnie "dzięki", na co on kiwnął do mnie i się zaśmiał. Ciocia lekko westchnęła i zapytała Nialla, czy chce lemoniadę na co on zaprzeczył. Usiadł na sofie i zaprosił mnie abym także obok niego usiadła. Rozmawialiśmy między innymi o tym jak na razie podoba mi się w Australii, zapytał mnie także o wiele rzeczy dotyczących Wielkiej Brytanii, potem powiedział mi na ucho, że zawsze chciał tam pojechać, bo ma juz dosyć tego słonca. Parę razy nawet sie zaśmiałam na jego słowa. Był naprawdę miłym i otwartym człowiekiem, lecz gdy dochodziła już godzina 20 powiedział, że musi już iśc bo jeszcze musi załatwić parę spraw. Trochę się zasmuciłam, ale powiedział, że jutro na pewno się spotkamy, an co się uśmiechnęłam. Gdy juz wyszedł ciocia podeszła do mnie zadowolona.
               -Miły prawda?- zapytała, na co ja jedynie pokiwałam twierdząco głową- Chcesz jechać ze mną do sklepu, zapomniałam kupić parę rzeczy- zapytał, na co ja się zgodziłam. Zawsze lubiłam patrzeć jak powoli słońce zbliża się ku zachodowi. Pięć minut później siedziałam już w aucie Dorothy.
               -Proszę- wyciągnęła w moją stronę pieniądze- Kup sobie coś do jedzenia, jesteś chudziutka- powiedziała i zaczęła wyjeżdżać na ulice. Gdy chciałam zaprzeczyć i powiedzieć jej, że nie przyjmę tych pieniędzy, ta machnęła ręką, uciszając mnie. Cóż, nie miałam wyboru- musiałam je przyjąć. 10 minut później byłyśmy już na parkingu przed centrum handlowym. Gdy weszłyśmy do środka napotkałyśmy pełno ludzi szukających różnych towarów. Nagle ciocia złapała mnie za ramię i rzekła do mnie:
              - Teraz możesz pójść rozejrzeć się po sklepie i coś sobie kupić, a ja załatwię i kupię swoje. Za 40 minut spotykamy się przy głównym wejściu, dobrze?- zapytała, na co ja przytaknęłam, a ona uśmiechnęła się do mnie i bezgłośnie powiedziała "uważaj na siebie", po czym poszła. Chwilę jeszcze tam stałam, a potem udałam się między półki zapchane różnego rodzaju chrupkami, chipsami i paluszkami. Rozglądałam się za moimi ulubionymi chrupkami, ale nigdzie ich nie widziałam. Nagle uderzyłam w coś wielkiego...
               -Auuu!- pisnęłam. Spojrzałam w górę i zobaczyłam stojącego z rozłożonymi rękoma chłopaka. O Boże! On był mega przystojny! Miał szatynowe kręcone włosy, zielone, piękne oczy i piękne, pełne usta. Spojrzałam na podłogę, a tam porozrzucane zakupy chłopaka. Czy on nie miał oczu? Chyba powinien widzieć gdzie chodzi...
                -Może byś tak czasem używał swoich oczu?- zapytałam zdziwiona. Skąd ja niby miałam odwagę coś takiego powiedzieć?
                 -Ja? To chyba ty powinnaś trochę uważać gdzie stawiasz nogi. To ty na mnie wpadłaś- powiedział chłopak swoim cudownym, ochrypłym głosem
                 -Słucham? Ja szukałam pewnej rzeczy, a to ty widziałeś gdzie idziesz- rzekłam i zaczęłam się naprawdę denerwować. Spojrzałam na niego i widziałam, że on także się wkurzył.
                  -Na twoim miejscu nie jadłbym tego gówna- rzekł i wskazał na półkę wypełnioną po brzegi nie zdrową żywnością- Będziesz gruba- powiedział z wyrzutem. Nie! tego to już było za wiele!
                  -Może i będę gruba, ale nie będę za to chamskim gnojkiem, który nawet nie umie przeprosić dziewczyny!- krzyknęłam zbulwersowana. Nagle wzrok chłopaka złagodniał, a z jego twarzy zniknęła wcześniejsza pewność.
                  -Przepraszam...., masz rację, sory- powiedział zawstydzony i zaczął zbierać swoje porozrzucane zakupy. Nie mogłam wytrzymać i pomogłam mu je pozbierać. Wtem natknęłam się na paczkę prezerwatyw, zrobiłam się cała czerwona i zawstydzona. Nieznajomy podniósł głowę i gdy zauważył że się rumienię zaśmiał się i wyciągnął swoją rękę abym dała opakowanie. Niepewnie dałam mu to co chciał i następnie podniosłam się szybko zawstydzona. Gdy odchodziłam lekko się do niego uśmiechnęłam, a on szepnął mi do ucha:
                   -Ślicznie wyglądasz jak się rumienisz- powiedział i uśmiechnął się, ukazując piękne zeby i coś co zaparło mi aż dech w piersi- cudowne dołeczki. Teraz jeszcze bardziej się zarumieniłam, a on wybuchł smiechem i odszedł rzucając mi na pożegnanie
                   -Do zobaczenia. I poszedł w stronę kas, znikając mi z oczy. Przytknęłam do twarzy zimne ręce i lekko się uśmiechnęłam. Co ja wyprawiałam! Pierwszy dzień na tym dziwnym i nieznanym kontynencie, a ja już poznałam dwóch mega przystojnych chłopaków! Nie wierzę! To jest szaleństwo, nawet jak dla mnie. W głowie nadal rozbrzmiewał mi jego głos "Ślicznie wyglądasz jak się rumienisz". O Matko! Ja szaleję! Lena, uspokój się! On miał prezerwatywy, pewnie teraz spieszy się na jakąś nockę z  dziewczyną... O czym ty marzysz?- zapytałam sama siebie. Gdy zapłaciłam przy kasie, udałam się umówionego miejsca z ciocią, po 2 minutach ciocia była z powrotem i udałyśmy się do samochodu. A ja nadal nie mogłam zapomnieć o tajemniczym nieznajomym...

************
                  Gdy wyszedłem ze sklepu, uderzyło mnie ciepłe i morskie powietrze. Nie mogłem zapomnieć o tych rumieńcach nieznajomej dziewczyny. Czemu musiałem być takim dupkiem i zachować się tak chamsko? Spojrzałem na swój zegarek, była 21:15, powinienem być już u Kate ponad pół godziny temu. Ale jakoś mnie tam nie ciągnęło, nie miałem ochoty pierwszy raz od jakiś 5 miesięcy na spędzenie upojnej nocy u niej. Nie kiedy spotkałem tak niesamowitą i jakoś.....znajomą dziewczynę. Nie wyglądała na tutejszą, miała zbyt bladą cerę. Nigdy nie zapomnę jej uśmiechu oraz tych niewinnych rumieńców... Ale coś co nie daje mi spokoju to fakt, że skądś ją kojarzę... Tylko skąd? nie mam zielonego pojęcia, ale przypomina mi pewną osobę...osobę sprzed wielu lat.... Dziewczynę, która zapadła mi głęboko w pamięć....- nie to nie możliwe! Uspokój się! Przecież to jest... Wtem zadzwonił do mnie telefon, spojrzałem na wyświetlacz- Kate, jeszcze tego mi brakuje...
                 -Gdzie jesteś?- zapytała wyraźnie napalona-wiesz ile się już spóźniłeś?- zapytała z pretensją.
                 -Sory, dzisiaj się nie spotkamy- rzekłem pewnie.
                 -Ale jak to? Przecież zawsze...- zapytała ze zdziwieniem.
                 -Nie. Powiedziałem, że nie przyjdę! Przepraszam- rzekłem wkurzony. Czy ona musi być aż tak bardzo napalona? Nawet ja taki nie jestem, a to jest naprawdę dziwne...
                 -Ale...- rozłączyłem się z nią. Działała mi teraz na nerwy. Nie mogłem uwierzyć, że przez tą dziewczynie w sklepie odmówiłem seksu, z najlepsza dziewczyną w łóżku. Co ona mi zrobiła?
Chyba już wiem... Była kimś z mojej przeszłości, chyba poszukiwała miejsca w moim sercu. Była dziewczyną, którą moje serce najwidoczniej poszukuje...., lub już poszukiwało, ale w jakiś sposób mi uciekła... 
                 Bo tak naprawdę serce nie raz pamięta to, o czym rozum zdążył już dawno zapomnieć...
                 Tak powstają historię- te najpiękniejsze i za razem....tajemnicze...

___________________________________________________________________________________
Hej ludziska! Przepraszam, ze tak późno wstawiam, ale napisanie tego dużo mi zajęło! 
Jestem tak zmęczona, że nie mam już siły na sprawdzanie tekstu. Przepraszam za wszelkie błędy!!! Mam nadzieję, że mi wybaczycie :***
Jestem wdzięczna wszystkim osobom, które czytają i za razem komentują. Proszę róbcie to cały czas- to daje mi siły do działania! A tak wgl. dzięki, że jestescie- może jest was niewielu- ale jednak!

Wasza Dusia :8
P.S. Zapraszam do zakładki : Bohaterowie. Znajdziecie tam zdjęcia wszystkich postaci... Do zobaczenia *_*
                  

poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 2

ROZDZIAŁ 2-POŻEGNANIE

               Spoglądałam w sufit z nadzieją, ze może on mnie uratuje przed nadchodzącymi wydarzeniami, które niestety musiałam przyznać-były nieuniknione. Właśnie dzisiaj nadszedł dzień, kiedy miałam polecieć na drugi koniec świata, do cioci, którą widziałam jedynie parę razy na oczy, a która z nami w ogóle nie utrzymywała kontaktu. Rodzice myśleli, że mnie tym uradują, lecz niestety się mylili..., ja byłam okropnie przestraszona i bezradna. Jak ja miałam tam spędzić wakacje, jeżeli nawet nie posiadałam tematów do rozmowy z ciocią, a ten kontynent był dla mnie w ogóle nie znany. Na szczęście mój drogi przyjaciel Google pozwolił mi na zlokalizowanie miejsca zamieszkania cioci, co jak okazało się było dość łatwe. Czyli reasumując, Dorothy mieszkała w pobliżu rzeki i oceanu za razem-cudownie! Nie dość, że nie umiałam pływać, wolałam siedzieć w domu przed komputerem i nie lubiłam jeść ryb to jeszcze dowiedziałam się, że moja ciotka nie ma internetu i jest dostawczynią RYB i tego typu rzeczy do pobliskiego parku wodnego- Sea World. Byłam po prostu uradowana! Będę musiała naprawdę się namęczyć żeby cokolwiek normalnego zjeść lub obejrzeć na You Tube. 
                  Po tym, jak mój brat wkurzony wyszedł z domu, jeszcze z nim nie rozmawiałam, nie umiałam, lecz on także nie wykazywał takiej potrzeby-omijał mnie szerokim łukiem.
                  Wstałam z mojego łóżka i rozejrzałam się po pokoju, będę za nim tęskniła. Ostatni raz zajrzałam na komputer i dodałam wpis: Wyjeżdżam na koniec świata, tam gdzie wieloryby gonią walenie, a internet jest wręcz rzeczą niemożliwą, tak jak u nas nie zobaczenie przynajmniej raz czerwonego autobusu. Tak więc życzcie mi powodzenia, na pewno się przyda! ;_; 
                  Spojrzałam na zegarek i obliczyłam, że za 4 godziny będę wyjeżdżała z domu. postanowiłam więc ostatni raz sprawdzić czy wszystko zabrałam, nie mogłam też brać zbyt dużo bo wtedy moi rodzice płaciliby za mój nadbagaż, a jak się dowiedziałam, nie mieli takiej ochoty, przez co zrozumiałam, że będę musiała kupić sobie parę rzeczy na miejscu.
                  Zeszłam na dół do salonu i widziałam, że jest tam tylko Liam i coś piszę-list. Gdy już chciałam wyjść, ten zatrzymał mnie swoim głosem.
                 -Masz zamiar teraz cały czas przede mną uciekać?-zapytał.
                 -Myślałam, ze ty przede mną uciekasz-odpowiedziałam zaskoczona-Wiesz to nie ja przyparłam ciebie do ściany i nie kazałam ci jechać na drugi koniec świata- odpyskowałam zirytowana.Spojrzał na mnie z bólem w oczach- Naprawdę myślisz, że chcę rozstawać sie z moją odważną, wkurzająca i młodszą siostrzyczką-zapytał z łamiącym się głosem.Naprawdę?! On płakał?! Mój brat, który zawsze mnie pocieszał, chronił i nie pozwolił mnie skrzywdzić? Co się z nim dzieję?
                 -Będę odważna i bezpieczna, nie martw sie- szepnęłam do niego i przytuliłam go mocno-Liam. Ja dam radę, to tylko na wakacje...., potem wrócę-powiedziałam ze smutkiem w głosie, na co on przytulił mnie jeszcze mocniej, tak, że prawie nie mogłam oddychać, ale nie narzekałam. Nigdy nie potrafiłam długo gniewać się na brata..., a na pewno nie wtedy gdy on prawie płakał na moim ramieniu...Teraz to ja musiałam być ta silną.
                  -Proszę tylko uważaj na siebie- szepnął mi do ucha-nie wybaczył bym sobie gdyby cos ci sie stało, nie po tym jak...-załkał. Odsunęłam go od siebie i otarłam kciukiem jego łzę, tak jak on zawsze robił mi- Wiem, właśnie dlatego będę ostrożna-dla ciebie- powiedziałam i ścisnęłam jego rękę, dodając mu otuchy, co najwidoczniej poskutkowało, bo chwilę potem uśmiechnął się i powiedział, że idzie spakować moje bagaże do samochodu.
                   Po 10 minutach przyjechali rodzice, a ja w tym czasie siedziałam na kanapie w salonie i oglądałam telewizję, choć nic w niej nie leciało, ale wolałam pooglądać sobie ją na zapas (na wypadek gdyby tam gdzie jadę mogłoby nie być kablówki).
                   -Kochanie!-krzyknęła zadowolona mama- Kupiliśmy tobie trochę jedzenia na podróż i inne drobiazgi- podeszła do mnie i wręczyła mi wielki worek napakowany jedzeniem, kosmetykami i ubraniami.
                  -Ale po co mi to wszystko?-zapytałam zdziwiona -Przecież będę miała nadbagaż- stwierdziłam.
                 -O to się nie martw-powiedziała do mnie- Postanowiliśmy z tatą zapłacić za niego, w końcu to pierwszy twój taki wyjazd bez nas-odpowiedziała zestresowana i spojrzała na mnie wzrokiem, który oznaczał, ze bardzo się o mnie martwiła.
                 -Dziękuję- powiedziałam niepewnie, tak naprawdę nie często wypowiadałam te słowo.
                 -No już dobrze, nie masz za co nam dziękować- tym razem powiedział to tata, który akurat wszedł do pokoju- Zobacz co jest w środku- dopowiedział i wskazał głową na reklamówkę.
                   Zajrzałam do worka i zaczęłam wyciągać z niego zakupy. Były tam wszystkie moje ulubione słodycze, czyli: gorzka czekolada, skittels'y i różnego rodzaju gumy do żucia. Po produktach spożywczych przyszedł czas na kosmetyki .Dziękowałam mamie, że pomyślała o podkładzie, błyszczyku i tego typu rzeczach, ostatnio miałam cały czas podpuchnięte oczy i blada cerę, więc nie wyglądałam zbyt uroczo. Następnie z worka wyjęłam dwie letnie sukienki, trzy pary szortów, dwie bluzki z krótkim rękawem i piękne tęczowe bikini.Byłam zaskoczona, tym wszystkim!
                  -Jeju! To musiało kosztować majątek-rzekłam i zaczęłam się lekko uśmiechać. To było bardzo miłe z ich strony.
                  -Nie przejmuj się tym!-powiedział wyraźnie zadowolony moją reakcją tata- Wszystkie te ubrania na pewno ci się przydadzą- uśmiechnął się do mnie.
                   W tym momencie wszedł do domu Liam i trzymał w ręku elegancką torbę z napisem jakiegoś sklepu-wyglądał na bardzo drogi.
                   -Proszę siostra- wręczył mi pakunek i ruchem reki kazał mi zobaczyć co jest w środku- To jest ode mnie dla ciebie, mam nadzieję, ze wybierzesz się tam na jakiś balet- powiedział uśmiechnięty. spojrzałam na niego zdziwiona i postanowiłam zobaczyć co mój brat niby mi kupił. Gdy wyjęłam z torebki prezent, aż dech zaparło mi w piersi. Nie wierzę! Czy on nie miał na co wydawać kasy?!
                  -Liam...-załamał mi się głos. Jeszcze raz zobaczyłam na mój prezent i zobaczyłam, że w opakowaniu znajdują się jeszcze dwa pudełka
                   -O matko!-pisnęłam i usiadłam na kanapę- Liam, jesteś...jesteś, wspaniały!!!- krzyknęłam i podbiegłam do niego i uścisnęłam go tak mocno jak tylko umiałam- Dziękuję tobie!-spojrzałam na niego i widziałam szczęście w jego oczach- Ale ja nie mogę tego przyjąć- opowiedziałam po cichu.
                   -Nie ma mowy-powiedział i odwrócił moją głowę tak abym zobaczyła jego oczy-tak mogłabyś powiedzieć swojej koleżance, która byłaby zazdrosna o coś takiego, ale ja jestem twoim starszym bratem i muszę sprawiać żebyś nie robiła nigdzie wiochy-powiedział i uśmiechnął się szeroko- A tak na serio, wiem, że będziesz wyglądała w tym olśniewająco, nie martw się o pieniądze, ostatnio mam ich wystarczająco dużo- powiedział i pocałował mnie w czoło- Mam nadzieję, że ci się podoba- spytał.
                   -Czy mi się podoba?- krzyknęłam zdziwiona, że pyta o tak oczywistą rzecz-Oczywiście! To jest cudownie piękne!- uśmiechnęłam się uradowana i spojrzałam w jego oczy zamyślona- Ale skąd wiesz, że to mi się przyda?- zapytałam, bo tak naprawdę nie miałam zamiaru nigdzie wychodzić na bale, gdzie potrzebna byłaby piękna sukienka, buty i błyszcząca biżuteria. W tym momencie dostrzegłam w spojrzeniu brata za razem rozbawienie, pewność i...tajemniczość. czy on coś przede mną ukrywał?
                   -Sama się dowiesz- rzekł i odszedł zabierając wszystkie moje zakupy aby zapakować je do bagażnika i zostawiając za razem mnie w osłupieniu.





---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                     Po tym jak zjadłam obiad i umyłam się, zeszłam po schodach i zobaczyłam, że wszyscy już czekają na mnie przy aucie. Ubrałam moją ulubioną bordową bluzę i wsiadłam do samochodu, wcześniej spoglądając z utęsknieniem w stronę mojego domu.
                     W czasie podróży na lotnisko, tata mówił mi ze szczegółami jak mam zachowywać się w samolocie, jak przejść odprawę oraz, że na miejscu będzie czekała na mnie ciocia, wcześniej mama także powiedziała mi, że mam dwie butelki gazu pieprzowego, przez co czułam się trochę bezpieczniej...
                     Gdy już dotarliśmy na miejsce tata odebrał bilety i poszliśmy do zatłoczonej restauracji w której zamówiłam jedynie wodę, bo bardzo się denerwowałam. Przez chwilę gapiłam się w szybę obserwując odlatujące samoloty, a potem Liam wyrwał mnie z zamyślenia:
                  -Czy ty mnie w ogóle słuchasz- spytał mnie unosząc prawa brew.
                  -Mhm-powiedziałam spogladając na swoje ręce.
                  -Już czas...-odrzekł tata i złapał mnie za ramię, aby dodać mi otuchy.
                  -Yyyy..., dobrze, to wtedy może się pożegnamy?- spytałam niepewna swojej propozycji.
                  -Kochanie...-podeszła do mnie mama i mnie przytuliła- Proszę uważaj na siebie-rzekła ze łzami w oczach, które spadły na moją koszulkę- Gdyby coś było nie tak, to od razu dzwon, dobrze?- zapytała i spojrzała na mnie swoimi złotymi i szklistymi oczami. Kiwnęłam głową- Dobrze-otarła wierzchem dłoni łzę, która niesfornie spłynęła po jej zaróżowionych policzkach i uśmiechnęła się do mnie smutno.
                      -Czy wy kobiety zawsze płaczecie- zapytał z uśmiechem tata i przyciągnął mnie do siebie-Po pierwsze- musisz na siebie uważać. po drugie- pamiętaj my zawsze ciebie kochamy i bez względu na porę, możesz do nas dzwonić. po trzecie- odpocznij tam i pozwól sobie pomóc i korzystaj z tego, że są wakacje i pamiętaj żeby zawsze nosić ze sobą gaz- powiedział i ostatni raz mocno mnie przytulił pocierając dłonią moje plecy i kiwnął w stronę mojego brata, który obserwował wszystko z boku. Podeszłam i mocno się do niego przytuliłam, wdychając za razem zapach jego ulubionego dezodorantu i uspokajający zapach wanilii, który zawsze kojarzył mi się z bezpieczeństwem i domem. Na ten gest Liam uniósł mnie lekko i wtulił swoją głowę w moje włosy. Staliśmy tak ok.5 minut, aż w końcu puścił mnie i złapał mnie mocno za ramiona, tak jakby bał się mnie stracić...
                     -Siostrzyczko, jak ja ciebie kocham- powiedział i potarł palcem po moim policzku- Błagam ciebie żebyś na siebie uważała, bo jeśli coś ci by się stało to ja bym sobie tego drugi raz nie wybaczył- rzekł łamiącym się głosem. Podniosłam się na palcach i pocałowałam go w nos- Ciiii, wszystko będzie ok., będę na siebie uważała- przyrzekłam i wiedziałam, że na pewno dotrzymam obietnicy.
                      -Jeszcze mam do ciebie jedną prośbę- powiedział i spojrzał mi w oczy- Zaprzyjaźnij się tam z kimś, słyszałem, że jest tam bardzo dużo przystojniaków- odpowiedział i zaśmiał się, na co ja uderzyłam go lekko w ramię sama się uśmiechając-Przyrzekasz- zapytał, na co ja położyłam moją prawą rękę na jego pierś i splotłam wolną rękę z jego dłonią- to był nasz jeden ze wspólnych znaków- oznaczał, że mieliśmy obowiązek dotrzymać obietnicy- Obiecuję- rzekłam i ostatni raz się do niego uśmiechnęłam. Spojrzałam na wszystkich i chwyciłam moje bagaże, kierując się już do bramki.
                      -Harry!- krzyknął Liam uśmiechnięty, na co ja się do niego odwróciłam.
                      -Co...-powiedziałam, ale już zostałam pchnięta przez jakiegoś ochroniarza w stronę bramek. spojrzałam jeszcze raz na Liama, a on puścił do mnie oczko. Bezpiecznie zostałam sprawdzona i mogłam już kierować się w stronę mojego samolotu. Jeszcze raz obejrzałam się za siebie iz obaczyłam jak mój brat z kimś się szarpię, gdy bardziej przyglądnęłam się jego twarzy spostrzegłam w niej coś znajomego..., jakby duch z przeszłości...Gdy już chciałam pobiec w tamtą stronę, tłum popchnął mnie w stronę samolotu, tak,że nie miałam już szansy wrócić. Zrezygnowana podążyłam do maszyny i zajęłam moje miejsce przy oknie. Zaraz po tym, obok mnie przysiadła się kobieta ok.40 wraz z jakąś inną panią w wieku ok. 20 lat i zaczęły o czymś głośno rozmawiać. Po 10 minutach męki z pasami w końcu wygodnie usiadłam, a mój samolot uniósł się wysoko nad ziemia, powodując u mnie na początku zawroty głowy.
                       Spojrzałam na szerzący się pode mną horyzont i pomyślałam co robią tam na dole ludzie. Pracują? Uczą się? Śpią? Płaczą?Śmieją się? Chociaż wątpię, żeby któraś z tych osób pode mną była tak zagubiona, przestraszona i smutna za razem, jak ja...Naj bardziej boję się tego co mnie tam czeka oraz o co Liam pokłócił się z tym kolesiem. Próbowałam sobie przypomnieć skąd znam jego twarz, lecz na nic. w czasie próby odkrycia tajemnicy usnęłam, zapominając o obecnym świecie i sytuacji w której się teraz znajduję. Uciekłam od wszystkiego..., lecz tylko na chwilę, bo tak naprawdę nie wiedziałam co mnie spotka na miejscu, nikt na w mojej sytuacji nawet by o tym, nie pomyślał...Tak na prawdę nie miałam pojęcia, że moje życie może się tak szybko zmienić...W rzeczywistości nie wiedziałam jakie za nie długo spotkam osoby, co one spowodują w moim życiu oraz, że nie będzie już odwrotu...
                     Bo tak się właśnie dzieję, gdy wokoło dzieją się rzeczy o których nie masz pojęcia.
                      Czasem trzeba zasypiać z nadzieją, lecz nie raz nawet na nadzieję już jest za późno, gdy wokół trwają poszukiwania pewnej osoby....Ciebie...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak zawsze się rozpisałam....:D
Proszę was bardzo abyście komentowali... To bardzo dla mnie ważne...
Wiem, że bardzo mało osób czyta mojego bloga, ale chociaz ktoś mógłby pisac jakies komentarze..:(
Dziękuję tym co komentują- jesteście boscy!
Do zobaczenia!!!!
~Dusia ;8

                  
                        

niedziela, 1 lutego 2015

Urodziny Harrego

Witam!!!

Jak może wiecie dzisiaj jest 01.02.2015. Co to oznacza?

DZISIAJ SĄ URODZINY HARREGO STYLES'A!!!! <3

Dlatego życzymy mu:

*więcej dołeczków

*odkrycia tajemnicy Larrego 

*nadal pięknych oczu *_*

*aby jego słowa nadal podnosiły na duchu

*żeby jego wspaniałe loczki były nadal takie cudowne <3

*żeby więcej nie płakał :(((

*niech nosi cały czas garnitur, bo wygląda w nim przepięknie!!!!

*aby jego klata była nadal tak seksowna :*

*żeby miał nadal tyle tatuaży

*jego wspaniały, ochrypły głos niech nadal porywa serca

*aby miał nadal tak wspaniały i specyficzny styl :DDD

oraz co najważniejsze:

Niech nadal ma tyle wiernych fanów, aby nigdy nie przestał robić tego co kocha, aby był szczęśliwy i nigdy się nie zmieniał!!!!!!




  
ŻYCZĄ: TWOJE WIELKIE FANKI ORAZ CAŁY BLOG LOST ANGEL :*
                                            
"Wiek to tylko liczba. Dojrzałość jest wyborem."
                                           ~Harry Styles

Szablon by S1K